Jak potężnym orężem współczesnej wojny o umysły ludzkie (wojny kognitywnej) jest dezinformacja mogliśmy się przekonać w Gruzji w 2012 r., kiedy wybory wygrała prorosyjska partia Gruzińskie Marzenie. W wyniku subtelnej oraz szeroko zakrojonej aktywności w przestrzeni kognitywnej Rosja uzyskała wpływ na całe państwo powodując, że Gruzja zeszła z drogi prowadzącej do integracji z Unia Europejską. Przypomnę, że zaledwie kilka minut po ujawnieniu politycznego zabójstwa rosyjskiego artysty Siemiona Skriepieckiego w Białej Podlaskiej polski internet zalała skoordynowana fala fake newsów, której celem było wywołanie chaosu i paniki. Pojawiające się informacje były coraz bardziej zatrważające. Z pięciu strzałów zrobiło się pięć trupów, miało dojść do serii strzelanin m.in. pod urzędem miasta oraz szkołami położonymi w różnych częściach miasta. Na szczęście władze miasta zachowały się przytomnie apelując do mieszkańców o zachowanie spokoju i czerpanie informacji wyłącznie ze sprawdzonych źródeł. Trudno oprzeć się wrażeniu, że za akcją stały służby specjalne zza wschodniej rubieży Rzeczpospolitej. Peter Pomerantsev, brytyjski ekspert ds. dezinformacji z Institute of Global Affairs w London School of Economics podczas tegorocznego kongresu Impact’26 przekonywał, że Rosja zawsze dostosowuje się do nowych technologii i dlatego wykorzystuje sztuczną inteligencję do tego, co nazywamy zatruwaniem odpowiedzi generowanych przez ChatGPT czy Claude, tworząc przy jej pomocy wiele fałszywych wersji rzeczywistości. Ekspert ostrzegł, że tego rodzaju działania mogą wpłynąć na sposób, w jaki modele językowe interpretują i przedstawiają fakty.
Wydaje się, że świetle przytoczonych faktów nie powinno być wątpliwości w kwestii celowości i konieczności wprowadzenia przepisu pozwalającego organom ścigania i wymiaru sprawiedliwości na walkę z dezinformacją. Na tę słuszną konstatację nie powinny mieć wpływu zastrzeżenia w zakresie konstrukcji niektórych jego znamion, np. jak ma być wykazane w toku procesu, że dezinformacja miała na celu wywołanie poważnych zakłóceń w ustroju lub gospodarce RP lub innego państwa czy organizacji międzynarodowej. Jak wykazała praktyka przepis był potrzebny, gdyż na jego podstawie stawiane są zarzutu i kierowane akty oskarżenia do sądów. I dobrze, wszak chodzi tutaj o egzystencjalne bezpieczeństwo nas wszystkich.
Niestety nie wszyscy parlamentarzyści dostrzegli, jak potężną bronią jest zmanipulowana informacja w rękach wroga. W dniu 6 lipca 2023 r. podczas 78. posiedzenia Sejmu, na którym procedowano zmiany w kodeksie karnym poseł K. Śmiszek zabierając głos w sprawie treści art. 130 § 9 k.k., stwierdził: „Kolejna kwestia to karalność dezinformacji. Trzeba się zastanowić, czy przypadkiem nie wylejemy dziecka z kąpielą, czy nie jest to uderzenie w wolność słowa, w wolność przepływu informacji i czy nie wywoła to pewnego rodzaju efektu mrożącego, jeśli chodzi o podstawową wartość, wolność obywatelską, jaką jest dziś wolność słowa”. Uważam, że zaprezentowane stanowisko jest błędne, gdyż kryminalizacja szczególnie szkodliwych działań dezinformacyjnych jest w pełni uzasadniona zarówno prawnie, jak i faktycznie. Zacząć należy od przypomnienia, że w państwie demokratycznym nie istnieje absolutna, niczym nie ograniczona wolność wypowiedzi (słowa). Społeczeństwo tylko wtedy może funkcjonować bez większych wstrząsów i zakłóceń, gdy pozostające w konflikcie wartości przez nie wysoko cenione pozbawione zostaną części swojej istoty. Tak dzieje się w przypadku zderzenia wolności słowa z prawem do życia w bezpiecznym kraju. Fakt podniesienia swobody wypowiedzi do rangi zasady ustrojowej nie czyni jej wolnością o charakterze absolutnym. Może ona podlegać ograniczeniom zgodnie z regułą proporcjonalności sformułowaną w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, który przewiduje ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności i praw, gdy jest to konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego. Tak właśnie dzieje się w przypadku istotnego narzędzia wojny hybrydowej, jakim jest dezinformacja. Głoszenie treści noszących cechy przestępstwa lub wprowadzających w błąd społeczeństwo aby osłabić jego poczucie bezpieczeństwa nie mogą korzystać z przymiotu wolności słowa. Warto podkreślić, iż autorowi przytoczonej powyżej opinii chyba umknął niezwykle istotny fakt, że kryminalizacja dezinformacji polegającej na rozpowszechnianiu nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji ma miejsce, gdy zachowania takie prowadzone są przez sprawcę biorącego udział w działalności obcego wywiadu lub działającego na jego rzecz. Nie należy zatem obawiać się, że przepis art. 130 § 9 k.k. będzie miał zastosowanie do zwykłych użytkowników mediów społecznościowych rozpowszechniających nieprawdziwe informacje lub teorie spiskowe (fake newsy). Odpowiedzialność karna z art. 130 § 9 k.k. podlegać będzie takim samym rygorom, jakim podlegają inne typy szpiegostwa. Koniecznym zatem będzie wykazanie świadomej relacji łączącej „dezinformatora” z obym wywiadem, np. przez zgromadzenie dowodów wskazujących, że rozpowszechnianie treści były konsekwencją powierzonego przez obcy wywiad zadania.
dr Piotr Kosmaty
prokurator Prokuratury Regionalnej w Krakowie
Fundacja SPRZYMIERZENI z GROM
