W najbliższym politycznym otoczeniu Donalda Tuska jest postać, która pod pewnymi względami może przypominać dawnego Janusza Palikota. Mówi to, czego premierowi nie wypada, w sposób, który nie pozostawia złudzeń – władza idzie na starcie i nie ma zamiaru się cofać. Jest nią Włodzimierz Czarzasty, od listopada 2025 r. marszałek Sejmu, przewodniczący Nowej Lewicy.
Zanim ten polityk objął fotel marszałka, postrzegany był jako całkiem sympatyczny, nieco rubaszny „stary komunista” w kolorowych sweterkach. Gdy prowadził obrady, lubił zaczepiać i zagadywać posłów, rzadko kiedy robiąc to w ofensywny sposób. Szybko wizerunek ten uległ zmianie. Jako szef Sejmu Czarzasty wybrał wyraźnie konfrontacyjny styl. Tuż po wyborze na stanowisko zadeklarował: „Będę wspierał ten rząd, bo jestem politykiem tej koalicji, Lewicy, inaczej sobie tego nie potrafię wyobrazić. Deklaruję bardzo lojalną współpracę z rządem”. Zapowiedział, że „do niczego nie będzie można go zmusić, a tymczasem z ław opozycji słychać było: „Precz z komuną!”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
