Obrazy płonących miast francuskich, włoskich i belgijskich pobudziły w Polsce falę antyimigranckich emocji, które natychmiast podchwycili politycy. Fakt, że je podchwytują i zamieniają w polityczne paliwo dla siebie, to polityczna normalność. Fakt, że robią to tak głupio, kompromitując w oczach wyborców całą klasę polityczną, a więc pośrednio i demokrację i państwo jako takie, to niestety także swego rodzaju normalność – nasza, polska codzienność kraju, który przez 35 lat nie zdołał stworzyć cywilizowanej ani racjonalnej debaty publicznej, zamiast niej fundując swoim obywatelom nieustanną bijatykę, której uczestnicy, obskakując się nawzajem, stale zamieniają się miejscami, a jedyną logiką rządzącą ich ruchami jest szukanie pozycji do skutecznego wyprowadzenia nokautującego ciosu.
Donald Tusk doznał nagle antyimigranckiego wzmożenia, przechwalając się, że za jego rządów spadła liczba pozytywnie rozpatrywanych wniosków o azyl polityczny i udzielanych cudzoziemcom zezwoleń na pracę.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

