Tusk pragnie odzyskać Trybunał Konstytucyjny, nie „naprawić”, gdyż o naprawie tej instytucji mówią politycy Konfederacji czy Polski 2050 oraz prawicowe (Klub Jagielloński) i lewicowe (Fundacja Batorego) think tanki, gdy proponują przeprowadzenie resetu konstytucyjnego. Premier mówi o „swoich sędziach” oraz próbuje skierować do pracy orzeczniczej przy warszawskiej Alei Szucha swojego zaufanego eksministra Macieja Berka, mimo że nie jest on niezaangażowanym w polityczny spór „zwykłym” prawnikiem, lecz ściśle współpracującym z liderem Koalicji Obywatelskiej politykiem, a co więcej, nie spełnia ustawowych kryteriów merytorycznych, jakie powinien spełniać sędzia polskiego sądu konstytucyjnego. 14 października zorganizowana została już druga, nieprzewidziana przepisami prawa impreza przy ulicy Wiejskiej, tak by „wobec prezydenta” (którego nie było) doszło do złożenia sędziowskiego ślubowania. Intencje Donalda Tuska są oczywiste – nie chodzi tu z pewnością o „odpolitycznienie” Trybunału.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
