Depczący mu po piętach kontrwywiad to inny żywioł. „Przechodzony” dwusuw, z tempomatem i manualną skrzynią biegów. Kontrolowany, zadaniowany i koordynowany. Tajniak krajowy pobudza wyłącznie chorą wyobraźnię. Partyjny nominat wierzchem na Pegasusie. Wyjęty spod prawa wywiad tylko wzrusza ramionami. Tam nie montują „czarnych skrzynek”, więc w razie potrzeby odpowiedzą tylko przed Bogiem i historią. Nie mają skrupułów, hamulców i wyrzutów sumienia. Fair play? No way!
Hollywood obsadził wywiadowcę w roli mitologicznego herosa. Elegancki i szarmancki z wdziękiem narusza integralność cielesną i rozbójniczo wymusza. Posługując się mową nienawiści notorycznie formułuje groźby karalne. Spektakularnie niszczy mienie o dużej wartości oraz bez cienia politycznej poprawności uraża, obraża i przeraża. Raz zniewala, raz powala.
Wywiad działa w dwóch formułach. Pierwsza przypomina radar dookólny. Wykrywa każdy obiekt w promieniu 360 stopni. Bez znaczenia „swój” czy „obcy”. Każda informacja jest cenna. Z każdej można zrobić użytek, bo globalizacja stworzyła system dyskretnych, często nieuchwytnych relacji. Druga ma coś z radiolokacji sektorowej. Rozpoznaje tylko ten fragment obszaru, w którym pojawienie się rozpoznawanego obiektu jest wysoce prawdopodobne. W takim przypadku szpieg infiltruje wcześniej zidentyfikowane zagrożenie, zjawisko, gremium, forum, taktyczny alians czy polityczny mezalians. To bardziej zwiad niż wywiad. Różnica subtelna, jak wszystko w tej branży.
Bogaci prowadzą wywiad także z kosmosu. Biedniejsi muszą polegać na szpiegu naziemnym, działającym najczęściej z pozycji konwencjonalnego przykrycia, tj. placówki dyplomatycznej. Są jednak ogniwa wywiadowcze, które muszą obyć się bez immunitetu. To element szczególnie groźny, bo działający z fałszywym ID, z cudzym ID lub bez ID. Zawsze z wyłączonym transponderem. Dwulicowość to zarejestrowany znak towarowy wywiadu. Podwójne życie to forma egzystencji i sztuki przetrwania.
Zawodówka
Wszystko zaczyna się w głuszy. Każdy kto chce wstąpić w szeregi zorganizowanej przez państwo grupy przestępczej musi uzyskać dyplom technikum leśnego. Tam następuje metamorfoza funkcjonariusza służby mundurowej w kadrowego oficera wywiadu. W warunkach odosobnienia adepci poznają arkana szpiegowskiego rzemiosła. W kształceniu zawodowym główny nacisk kładzie się na umiejętność prowadzenia gry pozorów. Godzinami wbija się podchorążym do głowy, że przeciwnik nie może poznać naszych faktycznych zainteresowań oraz metod i form pracy. To dobro najwyższe. Kiedy idziesz obsłużyć osobowe źródło informacji udawaj, że wybierasz się na zakupy. Gdy wychodzisz do dyskontu pozoruj spotkanie z OZI. Wykryjesz towarzyszącą ci obserwację, symuluj spokój i opanowanie. Kiedy jej nie ma finguj zdenerwowanie. Udawaj Greka. Mistrzostwo w tej konkurencji osiągnął pewien dyrektor kontrwywiadu, również absolwent zawodówki na odludziu. Zamiast udawać, że nic robi, po prostu nic nie robił. Lubił przekraczać granicę.
Oprócz modułu poświęconego roli mistyfikacji w pracy wywiadu równie ważnym elementem szkolenia jest jej skrupulatne dokumentowanie. Inaczej niż w przypadku pozarządowych organizacji przestępczych, które robią wszystko, żeby zatrzeć ślady swojej aktywności, wywiad postępuje inaczej. Raporty, notatki i meldunki pisane według ściśle określonego schematu to swoisty memuar rezydenta. Szczegółowo i beznamiętnie sprawozdają perypetie szpiega i jego agentury. Aby nie być gołosłownym, rezydent gromadzi także rachunki, mapki położenia martwych skrzynek i przebiegu tras sprawdzeniowych. Dołącza dokumentację fotograficzną, filmową i pliki audio z zapisem zarejestrowanych ukradkiem rozmów. Za pół wieku lub pół roku całość będzie dostępna w czytelni IPN.
Jeszcze w trakcie I semestru słuchacze zapoznają się z kilkoma kardynalnymi zasadami pracy w rezydenturze. Jedna z nich to obowiązek „wiązania” jak największych sił kontrwywiadu. Wykonujcie mnóstwo pozornych ruchów. Żadnej rutyny, żadnego harmonogramu, żadnych przyzwyczajeń. Chaos jest waszym sprzymierzeńcem i utrapieniem dla kontrwywiadu. Nie mogą się jednak zorientować, że wasza nieporadność, nonszalancja i sytuacyjna ignorancja to wynik cyklu szkoleń typu „szpieg-cwany gapa”.
W trakcie II semestru słuchacze poznają najbardziej wyrafinowane dirty tricks. Jedną z nich jest technika „wrabiania”. Bogu ducha winnego przedstawiciela elity zza granicy wmanewrowujemy w działalność agenturalną na naszą rzecz. Częste kontakty telefoniczne, „polubienia“ na „X”, „przypadkowe” spotkania, czy drobne upominki dla współmałżonka i kontrwywiad może nabrać podejrzeń, że forma i intensywność tej relacji wykracza poza dyplomatyczny rytuał. To środek perfidny, ale uświęcony celem. Skoro treścią misji jest gra pozorów, to „niby agent” w tą logikę jak najbardziej się wpisuje.
Ostatnie jednostki lekcyjne poświęcone są czytaniu między wierszami, czyli metodzie pozyskiwania informacji charakterystycznej dla białego wywiadu. Gdy rezydent jest bezsilny wobec bezczelności miejscowego aparatu, oddaje się lekturze wszystkiego, co może udobruchać niecierpliwiącą się centralę. Syntetyzuje, analizuje, prognozuje i śle. Musi przy tym pamiętać, że każdy jego click to ślad w sieci. Kontrwywiad przy pomocy lokalnego konia rasy Trojan skrzętnie go odnotuje i wyciągnie wnioski.
Pod koniec kursu kilkoro adeptów zwyczajowo zaczyna mieć wątpliwości. Skoro to wszystko to imitation game, może oni sami są częścią jakiejś kombinacji. Ćwiczenia z lakowania pakietów poczty kurierskiej czy posługiwania się referentką wielu słuchaczy mocno rozczarowują. Nie spodziewali się seminarium z gry w bakarat czy kursu techniki samochodowego driftu, ale niedosyt pozostał. Niektórych nurtuje pytanie, czy faktycznie kadrowy oficer wywiadu to bezwzględny i wyrachowany przestępca, czy jednak tylko dyplomata klasy non grata.
Centrala
Absolwent, świeżo mianowany na pierwszy stopień w korpusie oficerskim otrzymał stanowisko w centrali służby mundurowej, odpowiedzialnej za wywiad zagraniczny w obszarze cywilnym. Złożona figura jest kolejnym elementem maskowania. Na podstawie rozkazu personalnego skierowano go do referatu Afryka. Wybór konkretnej jednostki zależał od kilku czynników. Kluczowy był jednak dobry rezultat egzaminu końcowego, który gwarantuje wysoką pozycję w zakładowym drafcie. Biegła znajomość języka francuskiego przekonała kadrowca, że rejon Maghrebu będzie idealny, zarówno z punktu widzenia interesów służby jak i sojuszniczych zobowiązań. Wyniki badań na wariografie po raz kolejny potwierdziły skłonność porucznika do konfabulacji, co jest nieodzowną cechą oficera operacyjnego. Poznał gmach z wyjątkiem siódmego piętra, na które nie dojeżdża żaden z czterech dźwigów osobowych, ani nie prowadzi żadna z pięciu klatek schodowych. „Kondygnacja 7 up”, taki kryptonim nadały jej doły. Przedzielono mu mentora, wyposażono w komputer z pluskwą, telefon z pluskwą, zmodyfikowane ID i zaktualizowany życiorys. Wkrótce miał wyruszyć na pierwszą misję. Aby to się stało funkcjonariusz przejdzie kolejną metamorfozę.
Transformacja to element cv wszystkich kadrowych oficerów wywiadu, którzy za gardą immunitetu będą prowadzić operacje zagraniczne. Proces przeistoczenia składa się z trzech stadiów. Najpierw centrala służby wywiadowczej oddelegowuje przyszłego rezydenta do centrali służby zagranicznej. Tam „obiegówka”, ewentualny egzamin i mianowanie, choć tym razem na stopień dyplomatyczny. Faza końcowa to wyjazd na placówkę i przejęcie obowiązków stanowiska przykrycia. Dyplomata uzyskuje w ten sposób mglistą z natury postać rezydenta.
Istotnym elementem przedwyjazdowych przygotowań jest studiowanie tzw. reżimu kontrwywiadowczego państwa wykonywania misji, czyli do czego jest zdolna lokalna „kontra” w uprzykrzaniu życia rezydenta. Poznaje oficera prowadzącego, czyli funkcjonariusza, który w centrali będzie reprezentował jego interesy, dbał o dobrostan i okresowo oceniał. Kluczową kwestią dla działalności wywiadowczej jest łączność, więc sporo miejsca poświęcą zasadom współpracy z attaché placówki, odpowiedzialnym za obsługę punktu szyfrowego, kancelarii tajnej oraz poczty kurierskiej. Starsi rangą koledzy podpowiadają, że w trakcie pierwszego roku czteroletniej misji, powinien skoncentrować się na adaptacji i aklimatyzacji do nowych warunków. Tuż przed wylotem do rezydentury zdaje broń, legitymację oraz inwentarz pomieszczenia służbowego. Szef z siódmego piętra zwyczajowo życzy mu leniwego kontrwywiadu. Pobiera z MSZ paszport dyplomatyczny, środki na delegację, kwituje odbiór laptopa i zaciera za sobą ostatnie, polskie ślady.
Płk Jacek Gawryszewski – polski funkcjonariusz cywilnych służb specjalnych w stopniu pułkownika, dyplomata. W latach 2013–2017 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w latach 2017–2024 ambasador RP w Chile.
