Błędem było niedołączenie się do projektu [Nord Stream], gdy jasne się stało, że nie potrafimy go zatrzymać. Mogliśmy uzyskać miejsce w zarządzie i przebieg rurociągu po naszym terytorium. Ale urzędnika, który o tym napomknął, brutalnie usunięto”.
Jakaż to ruska onuca mogła wygłosić taką opinię? To słowa nie kogo innego, jak samego Radosława Sikorskiego. Ten jego wpis na X (wówczas jeszcze Twitterze) jest na portalu wciąż obecny i nosi datę 20 października 2015 r. Było to zatem pięć dni przed wyborami parlamentarnymi, które dały zwycięstwo Prawu i Sprawiedliwości, rządzącemu następnie Polską przez dwie kadencje. Temat relacji z Rosją był wtedy żywy, a więc również temat Nord Stream, którego pierwsza nitka została uruchomiona w 2011 r., a druga niemal dokładnie rok później. Przed wyborami sprzed 11 lat obie strony konfliktu oskarżały się wzajemnie, a przedstawicielom Platformy Obywatelskiej zdarzało się również stwierdzić, że PiS nie starało się budowy zablokować – co było nieprawdą.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
