Generał George Patton, charyzmatyczny amerykański dowódca z czasów drugiej wojny światowej, miał mawiać, że „żołnierze są jak makaron” – dowódca musi ich za sobą ciągnąć, a nie próbować pchać przed sobą. Wtargnięcie prezydenta Karola Nawrockiego do zajętego przez policję i wyznaczonych przez premiera sędziów uzurpatorów miało w sobie coś, co nieodparcie kojarzy się z tą maksymą. Ochrona pozostała z tyłu nie wskutek rozmyślnego opuszczenia prezydenta, o co była w pierwszej chwili podejrzewana, ale dlatego, że taka była jego decyzja, gdy ruszył na policyjny kordon ze słowami: „Prezydent idzie!”.
Akcja starannie zaplanowana
Postawa Donalda Tuska przypominała zachowanie dowódcy ze starego filmu „Kroll”, który posyłając kaprala do wątpliwej z punktu widzenia regulaminów akcji, mówi mu: „Wiecie, jak jest – albo my ich, albo oni was!”. Prawdziwy sprawca wszystkiego, co się dzieje, swoim zwyczajem schował się na zapleczu. Formalnie inicjatorką całej akcji siłowego wejścia do siedziby Trybunału Stanu jest do niedawna nikomu nieznana Anna Korwin-Piotrowska, osoba, delikatnie mówiąc, o charyzmie kierowniczki prowincjonalnej poczty.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

