Wydawnictwo Fronda w ramach „Biblioteki Konserwatysty” przypomniało najsłynniejszą pracę Feliksa Konecznego, czyli „O wielości cywilizacji”
Krakowski historyk, filozof dziejów i teoretyk cywilizacji w czasach PRL został zmarginalizowany. Jednak kolejne pokolenia ideowej prawicy nie pozwoliły o nim zapomnieć.
Nowe, krytyczne wydanie „O wielości cywilizacji” zostało zaopatrzone w tłumaczenie fragmentów obcojęzycznych, czytelne dla współczesnego odbiorcy wyjaśnienia poszczególnych treści, uwspółcześniony tekst, zgodny z dzisiejszym kanonem polszczyzny, odredakcyjne przepisy, osadzające myśl Konecznego na szerszym tle. Warto bowiem pamiętać, że w XIX i XX wieku na zachodzie Europy bardzo skrupulatnie badano kwestię cywilizacyjnego rozwoju, potencjału i tożsamości wielkich historycznych narodów, państw i imperiów. Po 1945 roku marksizm z pomocą sowieckich bagnetów ugruntował sobie pozycję monopolisty na polskich uczelniach, rugując na dekady konserwatywną myśl nieprawomyślnego autora. Z kolei w III RP liberalno-lewicowa dominacja kawiarniano-akademicka sprawiła, że Konecznego, wielkiego piewcę cywilizacji łacińskiej, uznano za zbyt niepoprawnego politycznie. Zarówno jemu, jak i fascynującemu katastrofiście i rosjoznawcy Marianowi Zdziechowskiemu przypięto łatkę nazbyt prawicowych.
Nowe wydanie „O wielości cywilizacji” pod redakcją Romuald Piekarskiego ma szanse przypomnieć kolejnemu pokoleniu o rodzimym filozofie cywilizacji. Konecznego nie trzeba czytać jako nieomylnego analityka – jako uczeń prof. Jana Skoczyńskiego doskonale wiem, że nie istnieje żadna nieomylna globalna teoria cywilizacji. Sam Koneczny z ogromną nieufnością odnosił się do koncepcji deterministycznych – cywilizacje oceniał przez pryzmat aksjologii, a nie dziejowych konieczności. Nie bez przyczyny jedna z jego pierwszych istotniejszych prac dotyczących relacji między polityką a etyką nosi tytuł „Polskie Logos a Ethos”. Polskość jako siła etyczna i rozumna, osadzona w chrześcijańskim uniwersum: taka perspektywa czyniła go nieznośnym w PRL dla marksistów, a w III RP dla postkomunistów przechrzczonych na liberałów. Uznanie potęgi cywilizacji łacińskiej czyniło go obcym dla anglosaskich i polskojęzycznych piewców multikulturalizmu, przedstawicieli Zachodu najbardziej wstydzących się... Zachodu.
W moich studenckich czasach młodsi i starsi konserwatyści chętnie powoływali się na Konecznego, ale czytano go raczej pobieżnie. Rzecz nie w tym, że to autor trudny, lecz erudycyjny. Czytać go jednak trzeba, bo Koneczny jest autorem przenikliwym. Gdy czyta się wstęp do „O wielości cywilizacji”, przed oczyma staje nam świat współczesny: „Historia staje się coraz bardziej powszechna [i globalna]. Wydarzenia na azjatyckim Dalekim Wschodzie sprowadzają [szybko], coraz [szybciej] następujące skutki w układzie sił w Europie”. Koneczny rozumiał przy tym – w odróżnieniu od współczesnych piewców końca historii – że istnieją struktury trwalsze niż jedna czy druga modna ideologia. Dziś śmiałby się pewnie w oczy lewicowym i liberalnym ideologom, obserwując narastające starcie cywilizacji. Ich wielowymiarowe tożsamości możemy badać także z pomocą słynnej książki polskiego filozofa.
Krzysztof Włodźko
Książka do kupienia w księgarni internetowej xlm.pl
Źródło: Wydawnictwo Fronda
