Na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej. Od 2027 r. stawka akcyzy na płyn do e-papierosów ma wzrosnąć z 1,80 zł do 2,20 zł za mililitr. To jednak tylko jeden element zmian. Jednocześnie z wymiennych wkładów ma zniknąć obecna akcyza w wysokości 40 zł, którą obciążono je jako urządzenia. I właśnie ten element może mieć znacznie większy wpływ na cenę płaconą przez konsumenta niż podwyższenie stawki na sam płyn.
80 groszy więcej, ale 40 zł mniej
Najłatwiej pokazać to na konkretnym przykładzie. Jeżeli wymienny wkład zawiera 2 ml płynu, podniesienie akcyzy o 40 gr na mililitr oznacza wzrost obciążenia o zaledwie 80 gr. Jednocześnie z takiego wkładu znika 40-złotowa akcyza nakładana obecnie na samo urządzenie.
Oznacza to zasadniczą zmianę konstrukcji podatku. Akcyza w wysokości 50 zł nadal ma obciążać bazę urządzenia, ale jest to element kupowany znacznie rzadziej. Wymienne wkłady, które użytkownik nabywa regularnie, nie będą natomiast każdorazowo obciążane dodatkową 40-złotową akcyzą jak urządzenia.
Podczas prac parlamentarnych przedstawiciel Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazywał, że w przypadku zakupu zestawu różnica na korzyść konsumenta może wynieść około 30 zł w stosunku do obecnego poziomu.
Preferencja dla systemów wielorazowych
Znaczenie tej zmiany wykracza poza jednorazowy zakup. W systemie wielorazowym podstawowe urządzenie kupuje się raz i korzysta z niego przez dłuższy czas, regularnie wymieniając wkłady. Dlatego dla użytkownika ważna jest nie tylko cena startowego zestawu, lecz przede wszystkim późniejszy koszt eksploatacji.
Jeżeli każdy kolejny wkład przestanie być traktowany podatkowo jak nowe urządzenie, zmienia się ekonomika korzystania z całego systemu. Wyższa akcyza na znajdujący się we wkładzie płyn może mieć znacznie mniejsze znaczenie niż usunięcie stałego, 40-złotowego obciążenia.
UD363 można więc odczytywać jako próbę naprawienia konstrukcji podatku, która prowadziła do obciążania wymiennego elementu systemu podobnie jak samego urządzenia. Z perspektywy konsumenta liczy się ostateczna kwota pozostawiona przy kasie, a nie to, czy pojedyncza stawka podatkowa formalnie wzrosła. Jeżeli wzrost jednego obciążenia o kilkadziesiąt groszy łączy się z likwidacją innego, wynoszącego kilkadziesiąt złotych, bilans może być jednoznacznie korzystny.
Rynek ma stać się bardziej przejrzysty
Cena nie jest jednak jedynym celem nowych przepisów. Drugim jest uporządkowanie rynku, który w ostatnich latach bardzo szybko się rozrastał. Jeden przedsiębiorca może wprowadzać nawet około 200 indeksów produktowych, a pojedyncza linia produktów może obejmować ponad 100 wariantów różniących się smakiem, mocą lub innymi parametrami.
Wprowadzenie opłat związanych ze zgłaszaniem kolejnych produktów ma zwiększyć odpowiedzialność przedsiębiorców za poszczególne warianty trafiające do sprzedaży. Chodzi o ograniczenie sytuacji, w której rynek jest zalewany ogromną liczbą podobnych produktów, a możliwości ich skutecznej kontroli nie nadążają za tempem wprowadzania nowych pozycji.
Docelowo system ma być prostszy: produkt znajdujący się w legalnym obrocie powinien mieć możliwe do ustalenia pochodzenie, określony skład oraz konkretny podmiot ponoszący za niego odpowiedzialność.
Ma to również znaczenie ekonomiczne. Im bardziej konkurencyjna cenowo będzie legalna oferta, tym mniejsza może być motywacja konsumentów do poszukiwania produktów poza oficjalnym obrotem. Jeżeli system wielorazowy kupiony legalnie będzie tańszy w użytkowaniu, argument cenowy przemawiający za szukaniem niesprawdzonych zamienników zostanie osłabiony.
Konsument nie powinien być testerem
W przypadku e-papierosów kontrola rynku ma dodatkowe znaczenie, ponieważ nie mówimy o zwykłym urządzeniu elektronicznym. Użytkownik wdycha aerozol powstający wskutek podgrzewania płynu, a więc jakość i rzeczywisty skład produktu mają bezpośrednie znaczenie.
W płynach i aerozolach mogą występować m.in. aldehydy czy metale. W przypadku produktów pozostających poza odpowiednią kontrolą dochodzi dodatkowo problem niepewności: konsument nie musi wiedzieć, czy skład zadeklarowany na opakowaniu odpowiada rzeczywistemu, w jakich warunkach produkt został wytworzony ani kto odpowiada za jego jakość.
Z tego punktu widzenia obowiązki informacyjne i kontrolne nie są wyłącznie administracyjnym dodatkiem. Skoro przedsiębiorca wprowadza na rynek produkt, którego składniki po podgrzaniu są wdychane przez użytkownika, państwo powinno mieć możliwość ustalenia jego składu, pochodzenia oraz podmiotu odpowiedzialnego. Konsument nie powinien pełnić roli testera produktu, którego wcześniej w wystarczającym stopniu nie zweryfikowano.
Tańszy legalny produkt może ograniczyć szarą strefę
Właśnie połączenie obu elementów – kontroli rynku i zmiany sposobu naliczania akcyzy – może być najważniejszym skutkiem UD363.
Samo zwiększanie podatków mogłoby prowadzić do efektu odwrotnego od zamierzonego. Im większa różnica między cenami w legalnym obrocie a ofertą pozostającą poza nim, tym silniejsza ekonomiczna zachęta do poszukiwania tańszych produktów o niepewnym pochodzeniu. Tymczasem proponowany mechanizm w przypadku systemów wielorazowych może tę różnicę zmniejszyć.
Nie oznacza to, że każdy e-papieros i każdy produkt związany z waporyzacją automatycznie stanieje. Ostateczna cena zależy przecież również od producentów, importerów i sprzedawców. Jednak sama konstrukcja podatku zmienia się na korzyść części legalnych systemów wielorazowych.
I właśnie w ten sposób należy patrzeć na finansowy wymiar UD363. Formalnie jedna ze stawek akcyzy rośnie, ale jednocześnie znika znacznie większe, stałe obciążenie wymiennych wkładów. W praktyce dla części konsumentów oznacza to nie podwyżkę, lecz obniżkę kosztów.
Jeżeli zmiany zadziałają zgodnie z założeniami, ich efektem może być więc jednocześnie tańsze korzystanie z legalnych systemów wielorazowych, ograniczenie ekonomicznej atrakcyjności szarej strefy oraz rynek, na którym łatwiej ustalić, kto wprowadził dany produkt, co się w nim znajduje i kto odpowiada za jego jakość.
