Netanjahu wezwał w środę (28 października) do utworzenia "silnego, prawicowego rządu narodowego". Podkreślał osiągnięcia militarne Izraela, wskazując na możliwość ponownej wspólnej operacji wojskowej z prezydentem USA Donaldem Trumpem przeciwko Iranowi.
Trump poparł Netanjahu przed wyborami i po głosowaniu ocenił, że premier Izraela poradził sobie dobrze. – Wygląda to raczej na spektakularny remis po zaciętej walce, a nawet na zwycięstwo Netanjahu – ocenił.
Netanjahu i Eisenkot rywalizują o przywództwo w Izraelu
Eisenkot, były szef sztabu izraelskiej armii i lider partii Jaszar, ogłosił, że wyborcy sprzeciwili się dalszym rządom Netanjahu. Wezwał premiera do odejścia z polityki i ostrzegł go przed wykorzystywaniem kwestii bezpieczeństwa państwa do realizacji własnych celów politycznych. Zapowiedział również szybkie rozpoczęcie rozmów w sprawie utworzenia rządu.
Istotną rolę w negocjacjach mogą odegrać partie arabskie, które uzyskały znaczące poparcie, choć zarówno Netanjahu, jak i Eisenkot dotychczas wykluczali współpracę z nimi w ramach koalicji. Jeśli żaden z obozów nie zdoła zebrać większości, Izrael może stanąć w obliczu długich negocjacji lub kolejnych wyborów.
Do czasu powołania nowego gabinetu rząd Netanjahu może pozostać u władzy jako rząd tymczasowy.
Wybory w cieniu wojny w Strefie Gazy
Wybory odbyły się we wtorek (27 października) w cieniu wojny prowadzonej w Strefie Gazy przez Izrael po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i krytyki pod adresem władz za niewystarczające zabezpieczenie kraju przed masakrą, w której zginęło 1200 Izraelczyków. Frekwencja wyniosła 77,7 proc., najwięcej od ponad dwóch dekad.
Ugrupowanie Netanjahu, Likud, sprawuje władzę niemal nieprzerwanie od 1977 r., kiedy to obalił Partię Pracy, która dominowała w polityce Izraela od momentu ogłoszenia niepodległości w 1948 r.
Żadna pojedyncza partia w Izraelu nigdy nie zdobyła bezwzględnej większości, więc rządy tworzą koalicje, a negocjacje w sprawie utworzenia rządu często trwają tygodniami – podkreśla Reuters. Liczy się każdy mandat w 120-osobowym Knesecie.
Czytaj też:
Chrześcijanie domagają się działań po wypowiedzi ambasadora Izraela
