Waldemar Żurek odniósł się do kontrowersji wokół postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy. Sprawa dotyczy ujawnienia informacji o zabiegu medycznym wykonanym u syna senatora Tomasza Lenza w publicznym szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim.
Wirtualna Polska poinformowała, że śledczy zabezpieczyli telefon dyrektora placówki Mariusza Trojanowskiego. Powodem zainteresowania urządzeniem były jego kontakty z reporterem Michałem Janczurą, który wcześniej opisywał okoliczności zabiegu.
Żurek zabiera głos. "Dowiedziałem się z mediów"
Minister sprawiedliwości opublikował na platformie X oświadczenie, w którym zapewnił, że nie był wcześniej informowany o czynnościach podejmowanych przez bydgoską prokuraturę. "O działaniach podejmowanych przez prokuraturę w sprawie ujawnienia informacji o zabiegu syna senatora Tomasza Lenza dowiedziałem się z mediów" – napisał Waldemar Żurek.
Szef resortu sprawiedliwości podkreślił, że prokuratorzy prowadzący postępowania samodzielnie decydują o wykonywanych czynnościach. "Prokuratura jest niezależna. Prokuratorzy prowadzący daną sprawę samodzielnie decydują o podejmowanych czynnościach dowodowych w poszczególnych postępowaniach" – zaznaczył. "Jako wieloletni sędzia doskonale wiem jak ważna jest wolność słowa oraz prawo obywateli do informacji. To fundament demokratycznego państwa prawa" – stwierdził.
Dalej Żurek poinformował o podjęciu działań wspólnie z prokuratorem krajowym Dariuszem Kornelukiem. Ich celem ma być ustalenie, czy czynności podejmowane przez śledczych nie naruszyły praw i wolności obywatelskich. "Dlatego wraz Prokuratorem Krajowym Dariuszem Kornelukiem podjęliśmy działania, aby zbadać, czy nie doszło do naruszeń praw i wolności obywatelskich" – przekazał minister. "Wszystkie doniesienia medialne muszą zostać rzetelnie sprawdzone. Zbadamy tę sprawę" – zapowiedział.
Wirtualna Polska protestuje. W tle tajemnica dziennikarska
Redakcja Wirtualnej Polski ocenia, że działania prokuratury mogą stanowić próbę obejścia przepisów chroniących źródła dziennikarskie. Jak przypomina WP, już w czerwcu śledczy zwrócili się do redakcji o wskazanie osób, które przekazały informacje dotyczące zabiegu.
Dziennikarze odmówili, powołując się na obowiązek ochrony informatorów wynikający z prawa prasowego. Zdaniem redakcji późniejsze zabezpieczenie telefonu dyrektora szpitala mogło stanowić próbę uzyskania tych informacji inną drogą.
Michał Janczura ostro skomentował sprawę w mediach społecznościowych. "Tak się ucisza niewygodne media! Tak się niszczy wolność słowa! Tak się pokazuje, że nie warto patrzeć władzy na ręce!" – napisał reporter.
Zastrzeżenia zgłosił także mecenas Konrad Siemaszko z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Prawnik określił działania śledczych jako próbę obejścia tajemnicy dziennikarskiej "w białych rękawiczkach".
O co chodzi w sprawie syna senatora Lenza?
Sprawa rozpoczęła się w kwietniu, kiedy Wirtualna Polska opisała okoliczności zabiegu medycznego przeprowadzonego 15 marca w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim.
Według ustaleń redakcji syn senatora KO Tomasza Lenza został poddany zabiegowi, który nie był realizowany w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, choć przeprowadzono go w publicznej placówce przez personel pełniący dyżur.
Kontrola NFZ wykazała nieprawidłowości, a na szpital nałożono karę w wysokości 134 tys. zł.
Senator Lenz zapewniał wcześniej, że zabieg przeprowadzono zgodnie z procedurami medycznymi. Wraz z żoną złożył także zawiadomienie do prokuratury w związku z podejrzeniem ujawnienia informacji dotyczących ich dziecka.
Równolegle prowadzone jest postępowanie dotyczące okoliczności samego zabiegu.
Czytaj też:
Sąd przyznał rację Ziobrze. Lewandowski: Bezprawnie pozbawiono go wolności
