W programie "Graffiti" w Polsat News rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz odniósł się do piątkowych wydarzeń przed Trybunałem Konstytucyjnym. – Ten klincz i tę sytuację wywołał pan Donald Tusk, dokonując zamachu na Trybunał Konstytucyjny. Koncentrujemy się tutaj na jednym: na tym, że policja weszła na teren Trybunału, korzystając z tylnego wejścia od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Czyli szef kancelarii, pan Jan Grabiec, musiał wydać zgodę policjantom na takie wejście, a więc dokonanie zamachu na niezależny organ. I o wszystkim musiał wiedzieć pan premier Donald Tusk – powiedział.
Prowadzący Marcin Fijołek zapytał, jakie rozwiązanie proponuje otoczenie prezydenta, aby uzdrowić sytuację wokół TK. Leśkiewicz odparł, że są różne scenariusze, np. reset konstytucyjny albo przeprowadzenie referendum, ale inicjatywa musi wyjść "od człowieka, który to wszystko zepsuł, czyli Donalda Tuska i od polskiego parlamentu". Podkreślił, że prezydent "sam nie rozwiąże tego problemu".
Leśkiewicz: Widać było, że Berek się boi
Fijołek dopytywał, dlaczego obecni na miejscu współpracownicy Karola Nawrockiego domagali się dostępu do kluczy do jednego z gabinetów w gmachu TK. – Gabinet wiceprezesa Sochańskiego był zamknięty. Wiceprezes Sochański nie mógł wejść do swojego gabinetu – odpowiedział Rafał Leśkiewicz.
– I od tego są ludzie prezydenta, żeby wymuszać odebranie kluczy w Trybunale Konstytucyjnym? – pytal prowadzący "Graffiti". – A widział pan, jak się zachował pan Maciej Berek, który z zaciśniętymi ustami, cały drżący, widać było, że się boi i czuje się bardzo niezręcznie w tej całej sytuacji, bo wie, że najprawdopodobniej popełnił poważne przestępstwo, uniemożliwiając wzięcie kluczy, o które poprosił pan wiceprezes Bartłomiej Sochański, żeby wejść do swojego gabinetu? – powiedział Leśkiewicz.
Czytaj też:
Byli prezesi TK wydali oświadczenie. "Nie istnieje inna droga" Czytaj też:
Tak "przywitano" polityków KO i Lewicy przed TK. W programie na żywo
