W poniedziałek na antenie Polsatu News spotkali się byli premierzy: Leszek Miller oraz Mateusz Morawiecki. Polityki dyskutowali o piątkowych wydarzeniach w Trybunale Konstytucyjnym, który rząd Donalda Tuska próbował przejąć siłą. W przestrzeni publicznej powszechnie padały oceny mówiące, że to zamach stanu. Jednak Miller nie zgada się z taką opinią. Jego zdaniem, mamy do czynienia z próbą siłowego wprowadzenia porządku w funkcjonowaniu Trybunału Konstytucyjnego. Przypomniał, że kilka tygodni temu ostrzegał, że jeśli rząd zdecyduje się na takie rozwiązanie, poniesie konsekwencje swoich działań.
– Został wypromowany taki potworek, który się nazywa "stan wyższej konieczności konstytucyjnej”. To coś takiego, czego nie ma w żadnym poważnym źródle prawnym w Polsce. A w oparciu o ten potworek jedna z pań sędzi uruchomiła całą procedurę – powiedział.
Kryzys w TK
Od piątku prezes Bogdan Święczkowski nie jest wpuszczany przez policję na teren Trybunału Konstytucyjnego
W piątek wieczorem doszło do kryzysu w Trybunale Konstytucyjnym. Sędziowie TK i osoby wybrane przez Sejm na sędziów TK, którzy zostali wyłonieni przez obecną większość sejmową, a którzy nie złożyli ślubowania wobec prezydenta, od strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w asyście policji, dostali się na teren TK.
Anna Korwin-Piotrowska, sędzia najstarsza stażem, wybrana przez Sejm na sędziego TK, która nie złożyła ślubowania wobec prezydenta, uważająca się za kierującą pracami TK, ogłosiła przerwę w czynnościach prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Przed siedzibą TK doszło do napięć i demonstracji. Na miejscu zgromadziły się tysiące Polaków oraz politycy opozycji. Przed TK pojawiły się setki policjantów m.in. z oddziałów prewencji.
Czytaj też:
Rzecznik TK: Prezesa Święczkowskiego zastąpi Stanisław Piotrowicz Czytaj też:
"Chuligan". Niemcy uderzają w Nawrockiego
