Zgodnie z przepisami, woda z dachów nieruchomości nie może być odprowadzana do systemu kanalizacji. Ta została stworzona, aby odbierać ścieki bytowe i ma określoną przepustowość. Każdy dodatkowa porcja wody może prowadzić do awarii i podtopień.
Z tego powodu przedsiębiorstwa wodociągowe i komunalne regularnie prowadzą kontrole, aby wykrywać przypadki nielegalnego przyłącza. Jednym ze sposobów sprawdzenia, czy przyłącze zostało zamontowane prawidłowo jest wtłaczanie dymu do studzienki kanalizacyjnej. Jeśli zacznie on wydostawać się z w przydomowych rynnach lub kratkach odwodnieniowych, może to oznaczać wadliwe przyłącze.
Co grozi właścicielowi nieruchomości?
Jakie konsekwencje grożą właścicielowi domu, u którego wykryto nieprawidłowe przyłącze? Po pierwsze zostanie on zobligowany do usunięcia wadliwe instalacji i wykonanie nowej, już prawidłowej. Można zastosować drenaż, zamontować zbiornik na deszczówkę albo skierować wodę do odpowiedniej kanalizacji deszczowej, jeżeli istnieje taka możliwość.
Na winowajcę może także zostać nałożona kara grzywny. Ta zaś jest wysoka – nawet 10 tys. złotych.
Warto zbierać deszówkę
Deszczówka z powodzeniem może zastąpić wodę z kranu podczas wielu codziennych prac. Nadaje się do podlewania ogrodu, mycia samochodu, tarasu czy spłukiwania toalety. Nie zawiera chloru, ma lekko kwaśny odczyn korzystny dla większości roślin, a jako woda miękka nie powoduje osadzania się kamienia w urządzeniach.
Według szacunków przeciętny właściciel domu jednorodzinnego może zebrać nawet 30 tys. litrów deszczówki rocznie. Przy obecnych cenach wody i odprowadzania ścieków przekłada się to na oszczędności rzędu około 500 zł rocznie. Jeśli opłaty za wodę będą nadal rosły, korzyści mogą okazać się jeszcze większe.
Czytaj też:
Koalicja dla Życia i Rodziny apeluje o weto wobec ustaw aborcyjnych Czytaj też:
Nowy przywilej rodziców. Rząd szykuje zmiany w przepisach
