Niemcy "odpowiedzialni za Polskę"? Historia mówi coś innego
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

Niemcy "odpowiedzialni za Polskę"? Historia mówi coś innego

Dodano: 31
Dziewczęta na tle budynku niemieckiego obozu dla dzieci w Łodzi, około 1943 rok
Dziewczęta na tle budynku niemieckiego obozu dla dzieci w Łodzi, około 1943 rok / Źródło: Wikimedia Commons
„Myśmy tam chodzili jak takie wytresowane pieski” -  mówi Jerzy Jeżewicz, więzień obozu dla dzieci utworzonego przez Niemców w czasie II wojny światowej w Łodzi. Czy o takim „oswajaniu” mówił pan Adam Bodnar, były Rzecznik Praw Obywatelskich, odbierając nagrodę Dialogpreis w Getyndze?

„Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis - lecz Tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za swoją różę” – mówi lis do Małego Księcia w arcydziele literatury autorstwa Antoine de Saint-Exupéry. Były RPO przywołując te słowa chciał pochwalić się, jak sądzę, swoją erudycją i znajomością kanonów. Udowodnić, być może, że chociaż jest z „tej Polski” zna się na tym, co światowe i ponadczasowe. Tylko czy – oprócz znajomości tego cytatu – pan Bodnar rozumie w ogóle, o czym jest „Mały Książę”?

Odpowiedzialność wybiórcza?

– Polska kultura prawna i przemiany po 1989 r. zostały zainspirowane i były wspierane przez niemiecką myśl prawniczą. Na tym opierało się konstruowanie w Polsce nowoczesnego państwa prawa, mechanizmów ochrony praw człowieka i demokracji. Na tym opieraliśmy naszą integrację europejską – mówił Adam Bodnar podczas odbierania nagrody przyznawanej przez Federalny Związek Towarzystw Polsko-Niemieckich.

– Ale to powoduje - po stronie mentora - także szczególną odpowiedzialność. Jak w przypowieści z „Małego Księcia”. Jeśli oswoi się zwierzątko, to nie można go później porzucić. Mam na myśli odpowiedzialność za to, aby rzetelnie, a tym samym także krytycznie oceniać sytuację w Polsce. Czy doświadczenia historyczne nie stały się po prostu wygodną wymówką, aby nic nie mówić? – kontynuował były RPO.

Czy naprawdę mamy dziękować Niemcom za to, zaprowadzili u nas kaganek oświaty? Że nauczyli nas, jak żyć i przyprowadzili za rękę do Europy? Czy naprawdę tak konieczne jest, aby Niemcy na każdym kroku wypowiadali się na temat sytuacji w Polsce, niby dlatego, że „są za nas odpowiedzialni”?

A jeśli już – idąc tym tropem – przyjmiemy, że Niemcy mają czuć się odpowiedzialni za Polskę, to dlaczego tylko za to, co dla nich wygodne, za to, gdzie wyczują zysk dla siebie? Dlaczego, kiedy mowa o reparacjach wojennych, zwrocie utraconych dóbr kultury, zadośćuczynieniu milionom ofiar z czasów II wojny światowej – wtedy Niemcy odpowiedzialni już być nie muszą?

Wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Trudno ich jednak wymagać od ludzi, którzy swoje kompleksy niższości wobec Zachodu wciąż przykładają do całego narodu i wymagają zarazem gremialnej czołobitności przed Unią i Niemcami tylko dlatego, że przecież to ci lepsi, bo u nich jest demokracja i mityczne wartości europejskie.

Historia wrogiem numer jeden lewicy

Nie trzeba być historykiem, aby wiedzieć, że Polska nie jest NIC winna Niemcom. Nie jest winna teraz, ani nie była winna nigdy. Niemcy nie mają żadnego moralnego prawa do pouczania Polaków. Wręcz przeciwnie.

Cała historia relacji polsko-niemieckich to dzieje podbojów ziem polskich przez Niemców. Niezależnie od tego, czy była to Brandenburgia, Państwo Krzyżackie, Prusy czy od 1871 roku Cesarstwo Niemieckie – wszystkie państwa niemieckie chciały wyrwać Polsce jak najwięcej terytorium, osłabić ją wewnętrznie i zmarginalizować jej znaczenie na arenie międzynarodowej.

Apogeum nastąpiło wraz z kolejnymi trzema rozbiorami. W 1772 Prusy, Austria i Rosja przystąpiły do pierwszego rozbioru Polski. Drugi – z udziałem Prus i Rosji miał miejsce w 1793 roku. Dwa lata później Rzeczpospolita zniknęła z map Europy. Choć wydawałoby się, że są to fakty historyczne powszechnie znane, gdyż daty te powinien znać każdy młody człowiek kończący szkołę podstawową – najwyraźniej wciąż trzeba o tym przypominać.

Otto von Bismarck, któremu nie można odmówić tego, że w dziejach Niemiec zapisał jako wybitny polityk, Polaków przecież szczerze nienawidził. W 1861 roku mówił:

- Bijcie w Polaków, by im ochota do życia odeszła. Osobiście współczuję ich położeniu, ale jeżeli pragniemy istnieć, nie pozostaje nic innego, jak ich wytępić. Wilk też nie odpowiada za to, że Bóg go stworzył takim, jakim jest, dlatego też zabija się go, gdy się tylko może.

To Bismarck odpowiedzialny był za Kulturkampf, czyli walkę z Kościołem Katolickim, który kojarzył się w Niemczech jednoznacznie z Polakami. Likwidacja Kościoła, germanizacja polskich dzieci, odbieranie ich rodzicom i wysyłanie w głąb Niemiec, gdzie trafiały do „porządnych” niemieckich rodzin i wyrastały na „prawdziwych” Niemców w oderwaniu od swoich korzeni - to wszystko działo się na długo zanim ktokolwiek usłyszał o malarzu z Austrii.

II wojna światowa – o tym, co w czasie kilkuletniej okupacji uczynili Polsce Niemcy napisano już tysiące opracowań. To, jak się wydaje, wciąż mało, gdyż wciąż trzeba o tym mówić.

W tym miejscu powiem może tylko o jednym, czy raczej dwóch miejscach położonych w samym sercu okupowanej przez Niemców Polski. Pierwsze to obóz dla dzieci znajdujący się w Łodzi przy ulicy Przemysłowej. Niemcy utworzyli go w połowie 1942 roku, w teorii dla dzieci w wieku od 6 do 16 lat. W praktyce trafiały tam nawet maleńkie dwu- i trzyletnie dzieci, których rodzice działali w podziemiu albo byli wysyłani do obozów koncentracyjnych. Drugim miejscem była filia tegoż obozu, znajdująca się na północ od Łodzi we wsi Dzierżązna, gdzie młode dziewczęta pracowały niewolniczo na roli. Po ukończeniu 16 roku życia były one wywożone na roboty do Niemiec.

O pobycie w obozie na Przemysłowej wspomina pan Jerzy Jeżewicz (nagranie zrealizował Instytut Pileckiego):

– Jedyna różnica między obozem dziecięcym w Łodzi a obozami dla dorosłych była taka, że tam nie było komór gazowych. Tam dzieci uśmiercano głodem. W obozie łódzkim karano dzieci za wszystko, wymyślano różne rzeczy, aby tylko było można tych dzieciaków w jakiś sposób zmaltretować (…) Dziwię się, że po wojnie nazywano to obozem przejściowym. Nie życzyłbym nikomu takiego przejścia przynajmniej przez tydzień.

Czy pan Bodnar w ogóle wie, że właśnie takie tradycje w „oswajaniu” Polaków mają Niemcy?

Epilog

Na koniec: nie chodzi o to, aby wciąż rozgrzebywać dawne rany i ustawiać się w pozycji męczennika. Polska nie powinna opierać poczucia własnej wartości na tym, co przysparzało nam cierpienia. Jest w naszej historii dość pięknych i chwalebnych momentów, kiedy odnosiliśmy wielkie sukcesy, byliśmy jedną z europejskich potęg (tak było!), a ludziom żyło się tu dobrze, a nawet lepiej niż w wielu krajach Europy - w końcu, gdzie, jak nie w Rzeczpospolitej, szukali schronienia ludzie wielu wyznań, kiedy w „oświeconej” Europie szalały wojny religijne?

Niestety lewica wciąć podejmuje próby zdezawuowania wartości Polski i Polaków. Dzieje się to także poprzez umniejszanie znaczenia naszych dziejów, wykreślanie niewygodnych faktów i dostosowywanie ich do aktualnie potrzebnej narracji. Oczywiście to wszystko nie jest wymysłem jednego czy drugiego polityka, ani nawet pana Bodnara. Takie prowadzenie dyskusji wynika wprost z mającego marksistowskie podłoże postmodernistycznego narratywizmu, który mówi, że nie ma przecież czegoś takiego jak uniwersalna prawda. Są tylko różne narracje, które nie muszą odzwierciedlać przeszłości.

W ten sposób współcześni marksiści zrzucili z siebie całą odpowiedzialność. Nawet w sytuacji, kiedy głoszą największe brednie.

Czytaj też:
Szokujące słowa Bodnara. Porównał Polaków do oswojonych przez Niemców zwierząt
Czytaj też:
Prezydent: Bodnar głosi antypolskie hasła

Źródło: DoRzeczy.pl
 31
Czytaj także