Ks. Seweryniak: W 2020 roku Kościół dzielił dramatyzm świata

Ks. Seweryniak: W 2020 roku Kościół dzielił dramatyzm świata

Dodano: 11
ks. prof. Henryk Seweryniak
ks. prof. Henryk Seweryniak / Źródło: kosciol.wiara.pl
– Kościół próbował się odnaleźć w sytuacji pandemii i moim zdaniem się odnajdował. Mamy wiele przykładów heroizmu, choćby włoskich kapłanów, których około setki zginęło przy posłudze ludziom chorych na COVID-19. Jest też mnóstwo osób świeckich, których świadectw nie znamy, a którzy z pobudek wiary służyli na oddziałach covidowych – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl ks. prof. dr hab. Henryk Seweryniak, wykładowca teologii fundamentalnej na UKSW i WSD Płock.

Jaki był ten mijający rok dla Kościoła?

Ks. prof. Henryk Seweryniak: Pierwsza odpowiedź, jaka się ciśnie na usta, brzmi: dramatyczny. Z drugiej strony, kiedy patrzy się na codzienne, zwyczajne życie, Kościół dzielił dramatyzm świata. W tym sensie, nie był on dramatyczny. Kościół próbował się odnaleźć w sytuacji pandemii i moim zdaniem się odnajdował. Mamy wiele przykładów heroizmu, choćby włoskich kapłanów, których około setki zginęło przy posłudze ludziom chorych na COVID-19. Jest też mnóstwo osób świeckich, których świadectw nie znamy, a którzy z pobudek wiary służyli na oddziałach covidowych. Ks. Strzelczyk z Tych stworzył nawet portal, na którym prosi o wpisy ludzi, zwłaszcza lekarzy i pielęgniarek, dotyczące ich codziennej pracy. Sam znam pielęgniarki z mojego miasta, które zaraziły się od swoich pacjentów. Jedna z nich pracuje na kilku oddziałach covidowych. Kiedy podejrzliwie spytałem ją, czy dano jej za to podwyżkę, odpowiedziała, że nie otrzymała dodatkowych pieniędzy, a poza tym czuje się potrzebna, bo się na tym zna. To jest przykład tego, że jako Kościół wpisujemy się w tę rzeczywistość.

Jest też druga strona medalu, czyli radykalne obostrzenia sanitarne w świątyniach. Jak to wpłynęło na wiernych?

Niewątpliwie dramatem dla życia duchowego jest fakt, że kościoły były przez jakiś czas zamknięte. Niektóre kraje, jak np. Francja, przodowały pod tym względem. Napisałem w „Przewodniku Katolickim” o przebudzeniu francuskich katolików. To były wzruszające sceny, kiedy przed zamkniętymi świątyniami odmawiali różaniec, klęcząc na bruku. To dramat, jeśli Kościół nie może sprawować swoich sakramentów. W również się odnaleźliśmy, odkryliśmy na nowo wartość środków społecznego przekazu, zwłaszcza internetu. Wielu księży wychodziło z bardzo dobrymi inicjatywami. To wszystko pokazało, że mamy być wspólnotą troski i komunikacji. To nie jest jednak normalna sytuacja, kiedy Kościół ma ograniczone działanie w spełnianiu posłannictwa Chrystusa.

W ostatnich miesiącach Kościołowi dał o sobie znać jeszcze jeden problem: upadek autorytetów.

Takie rzeczy, które się działy na wysokich szczeblach kościelnych, włączając w to Kolegium Kardynalskie, a także reakcje na te wydarzenia, nie mogą pozostać bez echa. Najbardziej znany jest przykład kard. McCarricka, gdzie mamy do czynienia z totalnym zakłamaniem. Z kolei francuski kard. Barbarin został uwolniony od stawianych mu zarzutów tuszowania nadużyć seksualnych, ale postanowił zrezygnować z funkcji prymasa Galii i wycofał się do klasztoru Sióstr Ubogich Jezusa w Bretanii.

Czy nie obawia się Ksiądz, że duża część ludzi, którzy ze względu na obostrzenia przestali uczęszczać do kościoła, już nie wrócą do praktykowania niedzielnych Mszy Świętych?

Oczywiście, mam takie obawy. Jakaś część wiernych zapewne przyzwyczai się do nurtu internetowego życia Kościoła. Ostatecznie jest on płytki. Coś się prawdopodobnie odsieje, ale może to mieć swoje korzyści. Takiej próby może nie przejść część letnich chrześcijan, którzy nie potrafią zdobyć się na tak podstawową rzecz jak uczęszczanie na niedzielną Eucharystię w sposób w miarę systematyczny. Być może będzie to katalizator do skończenia z „przeciętniackim katolicyzmem”, o którym mówił kard. Ratzinger, później jako papież Benedykt XVI. Tych, którzy zostaną, nazwał „resztą Izraela”. Przeżywam to boleśnie, ponieważ sam polemizowałem z Ratzingerem, mówiąc o „Kościele ludowym”, oddziałującym na różnych płaszczyznach. Być może jednak w wielu ludziach ta sytuacja obudzi tęsknotę za obecnością w Kościele. Nie przesądzajmy, na pewno przyda się dużo świeżego myślenia na ten temat i zachowywania dynamizmu wspólnoty, która dotrze do ludzi letnich. Być może to pragnienie zwycięży.

Co radziłby Ksiądz wszystkim, którzy ten czas Bożego Narodzenia spędzili z dala od najbliższych?

Być może warto, abym podzielił się pewnym świadectwem. Leżałem na oddziale covidowym, będąc odciętym od świata. Pani doktor, pielęgniarka czy salowa, które mnie odwiedzały, były w „ubiorze kosmity”. Przeżyłem tam ogromną tęsknotę za ludzką twarzą, bliskością czy podaniem ręki. Ta tęsknota musi w nas być. Po drugie, wówczas w szpitalu, otrzymując wyrazy wsparcia i modlitwy, postawiłem sobie pytanie: za kogo ja się modlę? To jest kluczowe pytanie, które należy sobie postawić. Czy potrafię zachować kontakt duchowy? Jeżeli jestem chrześcijaninem, to ważna jest dla mnie świadomość, że ktoś się za mnie modli. Wykorzystajmy to, że możemy spotykać się w najbliższych rodzinach. Zróbmy to głębiej, niż kiedykolwiek dotąd. Zastanawiam się na przykład, czy w trakcie wieczerzy wigilijnej jesteśmy w stanie wspólnie zaśpiewać kolędy.

Rozmawiał: Paweł Zdziarski
Źródło: DoRzeczy.pl
 11
Czytaj także