W piątek Jan Szyszko poinformował o decyzji dotyczącej swojej przyszłości w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Sekretarz stanu złożył wniosek o odwołanie go z zajmowanego stanowiska. "Zwróciłem się do premiera Donalda Tuska o odwołanie mnie ze stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej" – przekazał polityk.
Decyzja Szyszki nastąpiła po czwartkowej rezygnacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która ogłosiła odejście z rządu oraz rezygnację z kierowania Polską 2050.
W oświadczeniu wiceminister wyjaśnił motywy swojego kroku. Ocenił, że koalicja rządząca odeszła od wartości, z którymi szła do wyborów parlamentarnych w 2023 roku.
"Trzeci rok rządzenia jest dla tych obietnic brutalny"
Szyszko przypomniał, że do rządu trafił z rekomendacji Polski 2050. "Wchodziłem do rządu Koalicji 15 października z mandatu Polski 2050 – Trzeciej Drogi. Nasz rząd miał być nową jakością: skończyć z kolesiostwem, rozliczyć łamanie prawa, naprawić sądy, uzdrowić budżet. Ówczesny lider mojej partii mówił o zabraniu tłustym kotom kuwet i braku powrotu do 2015 roku" – napisał. Zdaniem polityka bilans niemal trzech lat sprawowania władzy jest jednak daleki od składanych deklaracji.
"Trzeci rok rządzenia jest dla tych obietnic brutalny. Kolesiostwo – afera szpitalna jest jego symbolem, Mateccy śmieją się sprawiedliwości w twarz, a do odbierania TK z rąk polityków nie znaleziono nikogo bardziej apolitycznego niż prawa ręka Premiera RP" – stwierdził.
Szyszko skrytykował sposób prowadzenia polityki przez ugrupowania tworzące większość parlamentarną. "Przekaz polityczny skupia się na polaryzacji politycznej zamiast podnoszenia koniecznych reform" – ocenił.
Głosowanie w Sejmie przelało czarę goryczy
Bezpośrednim kontekstem kolejnych dymisji jest czwartkowe głosowanie dotyczące zniesienia zasady dwukadencyjności w samorządach. Sejm odrzucił projekt ustawy przygotowany przez PSL, który zakładał umożliwienie wójtom, burmistrzom i prezydentom miast ubiegania się o kolejne kadencje bez obecnego ograniczenia. Przeciwko odrzuceniu ograniczenia opowiedziała się jednak część posłów koalicji rządzącej, w tym parlamentarzyści Polski 2050.
Szyszko uznał ten wynik za kolejny przykład odejścia od wcześniejszych deklaracji politycznych. "Głosowanie posłów K15X o dwukadencyjności, w tym znacznej części posłów PL2050 wbrew decyzji Zarządu Partii, nie było wypadkiem przy pracy. To logiczny, kolejny etap porzucenia mandatu od wyborców na rzecz partykularnych interesów" – napisał.
Wiceminister odniósł się także do reakcji przedstawicieli koalicji na odejście Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. "Koalicja jest dziś w innym miejscu niż 15 października 2023 roku. Nienawiść, jaką wielu polityków tej Koalicji wylało z siebie po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz tylko utwierdziła mnie w tym wniosku. To nie jest moje miejsce. W tej sytuacji złożenie rezygnacji jest jedynym uczciwym zachowaniem" – podkreślił.
Szyszko ostrzega przed Braunem
Dalej polityk PL2050 zaznaczył, że nie kwestionuje kompetencji wielu osób pracujących w administracji rządowej. Przekonywał jednak, że największym problemem koalicji stała się utrata wspólnych wartości. "W rządzie jest wielu specjalistów, którzy wykonują dobrą, merytoryczną pracę w swoich obszarach: urzędnicy, ministrowie i ich doradcy. Życzę im powodzenia i trzymam kciuki za sukces ich projektów. Problemem tej Koalicji nie jest niekompetencja kadr. Problemem jest zanik politycznego i moralnego kompasu" – stwierdził.
Jego zdaniem "bez odnalezienia wartości, za którymi Polacy zagłosowali w 2023 roku, za rok w Polsce do władzy dorwie się Braun".
Czytaj też:
Kto za Pełczyńską-Nałęcz? Tusk: Mam dwie kandydatury Czytaj też:
Burza po decyzji Pełczyńskiej-Nałęcz. Hołownia: Dowiedzieliśmy się z mediów
