Radosław Wojtas: Irena, żona Mieczysława Fogga, pańska prababcia, zbierała wszystkie wycinki o mężu do specjalnego albumu. Ma pan go jeszcze?
Michał Fogg: To nie album, tylko kilka albumów. Prababcia dokumentowała wszystko od 1927 r. do końca lat 70. Za rok pierwsze pamiątki z najstarszego albumu będą miały 100 lat. Mój pies, kiedy był szczeniakiem, dorwał jeden z albumów i trochę pogryzł, ale na szczęście nie zniszczył. Trzymam je razem z większością pamiątek po pradziadku. W garażu.
W garażu?
Tak. W mieszkaniu nie mam na to miejsca. A żeby było śmieszniej, nie jest to nawet mój garaż. Wynajmuję go od sześciu lat, płacę po kilkaset złotych miesięcznie, żeby tylko zachować spuściznę po pradziadku. Który zresztą w latach 50. własnymi rękoma postawił garaż, ale po otwarciu Trasy Łazienkowskiej stał się bezużyteczny z racji braku dogodnego dojazdu i ostatecznie babcia musiała się go zrzec.
Co dokładnie pan tam trzyma? Przecież to muszą być historyczne skarby.
To są perły, bezcenne rzeczy. Chociażby zasuszona róża od marszałka Piłsudskiego, którą pradziadek dostał jako dowód wdzięczności za występy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
