W środę (30 października) Sąd Okręgowy w Warszawie wydał list żelazny byłemu wiceministrowi, posłowi PiS Marcinowi Romanowskiemu. Decyzję podjął sędzia Konrad Mielcarek, który według przedstawicieli obozu rządzącego i części prawników jest tzw. "neosędzią".
Romanowski, poszukiwany w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości, będzie mógł odpowiadać z wolnej stopy i po ewentualnym powrocie do Polski nie grozi mu aresztowanie. Wyrok nie jest prawomocna, prokuratura zapowiedziała jego zaskarżenie.
Były zastępca Zbigniewa Ziobry od dłuższego czasu przebywa za granicą. Najpierw mieszkał na Węgrzech, obecnie może być w Naddniestrzu – separatystycznym regionie Mołdawii kontrolowanym przez Rosję i jej służby specjalne. Stamtąd zostało nadane pismo polityka z prośbą do sądu o wydanie mu listu żelaznego.
Biedroń sugeruje, że Romanowski może być rosyjskim szpiegiem
– Widzę strach w oczach polskiej prawicy, bo wiem, co się stanie, jak Romanowski wróci do Polski i jak będzie sypał w tych wszystkich aferach – mówił w niedzielę (4 października) w TVP Info Robert Biedroń.
Przypomniał, że Romanowski ma zarzuty związane z defraudacją środków z Funduszu Sprawiedliwości i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Jak dodał, nie dziwi się politykom prawicy, że "chcą iść na kolanach na Jasną Górę i modlić się, żeby Romanowski nie wrócił" do kraju.
– Ale jest jeszcze jeden bardzo poważny wątek – podejrzenie szpiegostwa. Sorry, ale facet, który dostaje nowe dokumenty w Naddniestrzu kontrolowanym przez Rosję, wcześniej czy później musiał mieć do czynienia ze służbami FSB. Być może Romanowski przyjedzie do Polski jako rosyjski szpieg i to jest bardzo niebezpieczna sytuacja – wskazał Biedroń.
Zakończył stwierdzeniem, że na byłego wiceministra "zamiast listu żelaznego powinny czekać żelazne kajdanki".
Czytaj też:
Sprawa Romanowskiego. Bodnar wskazał, gdzie prokuratura popełniła błąd
