Aleksander Miszalski, który stracił funkcję prezydenta Krakowa w referendum, opublikował w piątek obszerne oświadczenie w mediach społecznościowych. Wyjaśnił, dlaczego przez ostatnie miesiące nie zabierał głosu w sprawach miasta.
"Przez ponad cztery miesiące milczałem, była to moja świadoma decyzja. Potrzebowałem czasu, żeby spojrzeć na swoją prezydenturę z dystansu, przeanalizować popełnione błędy i zastanowić się, co mogłem zrobić inaczej" – rozpoczął polityk KO.
Miszalski przyznał, że próbował wprowadzić zbyt wiele zmian w krótkim czasie. Wśród swoich celów wymienił uporządkowanie miejskich finansów, przeprowadzenie reform oraz rozpoczęcie ważnych inwestycji. "Nie zamierzam udawać, że wszystko robiłem dobrze. Chciałem w krótkim czasie uporządkować finanse Krakowa, przeprowadzić trudne reformy i rozpocząć ważne inwestycje. Dzisiaj wiem, że próbowałem zmienić zbyt wiele rzeczy naraz" – stwierdził.
Miszalski uderza w Gibałę. "Kłamie, manipuluje"
Były prezydent przekonuje, że do zabrania głosu skłonił go przebieg kampanii wyborczej, a szczególnie wypowiedzi Łukasza Gibały. Przypomniał, że zna polityka od 18 lat, a obaj rozpoczynali działalność w Platformie Obywatelskiej.
Miszalski zarzucił dawnemu partyjnemu koledze zmianę stosunku do osób, które kiedyś wspólnie z nim działały w krakowskiej PO. "Wtedy wszystkich cenił, lubił i szanował, dzisiaj wszystkich hejtuje. Szczere czy koniunkturalne?" – zapytał.
Jeszcze mocniej odniósł się do programu wyborczego Gibały. "Dzisiaj słucham tego, co mówi, co obiecuje i stwierdzam z całą stanowczością, że kłamie, manipuluje bądź wykazuje się podstawową niewiedzą. Jego działania są skalkulowane na dezinformację i ubrane w populistyczne hasła" – ocenił Miszalski.
Były prezydent skrytykował również referendum, które doprowadziło do jego odwołania. Powołując się na sprawozdanie finansowe komitetu referendalnego, wskazał, że stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, związane z Gibałą, przekazało na kampanię wsparcie rzeczowe wycenione na niemal 1,9 mln zł. "Krakowianie zostali po prostu OSZUKANI, że mowa o obywatelskim akcie, a chodziło tak naprawdę o dogrywkę do wyborów" – stwierdził.
Rodzinne interesy Gibały. Były prezydent stawia pytania
Miszalski poruszył także temat nieruchomości należących do rodziny Gibałów oraz działalności deweloperskiej brata kandydata. Zasugerował, że ewentualne objęcie przez Gibałę stanowiska prezydenta może rodzić pytania o potencjalny konflikt interesów, zwłaszcza w kontekście inwestycji realizowanych na obrzeżach Krakowa. "Musimy sobie wszyscy zadać ważne pytanie: czy inwestycje miasta na obrzeżach będą realizowane dla większej korzyści Krakowian, czy może raczej dla większej wartości działek należących do Gibałów" – napisał.
Na zakończenie swojego oświadczenia Miszalski wyraził poparcie dla Moniki Piątkowskiej, kandydatki wspieranej przez KO i PSL. Przekonywał, że ma ona doświadczenie w zarządzaniu i wyciągnęła wnioski z błędów jego prezydentury.
Jednocześnie ponownie skrytykował jej kontrkandydata, zarzucając mu brak odpowiedniego doświadczenia. "Takim kandydatem nie jest Łukasz Gibała, który nigdy w życiu niczym na poważnie nie zarządzał. Nie musiał na poważnie pracować i martwić się finansami, ponieważ wszystko miał podane jak na tacy" – napisał były prezydent.
Druga tura przedterminowych wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę. Zmierzą się w niej Monika Piątkowska oraz Łukasz Gibała. W pierwszej turze Gibała uzyskał 36,38 proc. głosów, a Piątkowska 29,91 proc.
Czytaj też:
Zdecydowany zwycięzca wyborów w Krakowie. Są wyniki nowego sondażu
