Oferta Tajwańczyków dla Polski
  • Maria KądzielskaAutor:Maria Kądzielska

Oferta Tajwańczyków dla Polski

Dodano: 
Flagi Tajwanu, zdjęcie ilustracyjne
Flagi Tajwanu, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Wiktor Dąbkowski
TERAZ AZJA Szef tajwańskiej dyplomacji Lin Chia-lung przekonywał na Warsaw Security Forum, że zależność od Chin to dla Europy nie tylko problem gospodarczy, ale zagrożenie dla jej wolności. Polsce zaproponował coś więcej, czyli tajwański park technologiczny pod Wrocławiem.

W poniedziałek 12 października szef tajwańskiej dyplomacji Lin Chia-lung, przyjęty w Polsce z tytułem ministra spraw zagranicznych, oglądał pustą działkę w Miękini pod Wrocławiem. Tę samą, na której Intel miał postawić fabrykę za 4,6 mld dolarów, zanim wycofał się z całej inwestycji. Nazajutrz, na Warsaw Security Forum, Lin tłumaczył, dlaczego w to miejsce powinni wejść Tajwańczycy.

Trzy kłopoty, jedna przyczyna

Zdaniem Lina Europa zmaga się dziś równocześnie z trzema kłopotami: z bezpieczeństwem, z gospodarką i z technologią. We wszystkich trzech powtarza się ten sam scenariusz. „Ponieważ autorytarna ideologia Chin jest zasadniczo nie do pogodzenia z europejską demokracją, zależność od Chin nie jest tylko ryzykiem gospodarczym, lecz zagrożeniem dla samej wolności i suwerenności Europy”, mówił tajwański minister, cytowany przez Reutersa. I dodał, że: „Europa, którą można sterować przez jej własne łańcuchy dostaw, to Europa, która oddała część swojej wolności".

Propozycja była prosta. Tajwan nie namawia Europy, żeby jedną zależność zamieniła na drugą. Proponuje on, żeby budować fabryki i kompetencje wspólnie, na naszej ziemi. Lin wyliczał: TSMC stawia zakład w Dreźnie, GlobalWafers inwestuje we Włoszech, Foxconn we Francji. We wszystkich trzech przypadkach produkcja pozostaje w Europie, wiedza przyjeżdża z Tajwanu, a o tym, komu sprzedać gotowe układy, nie decyduje nikt w Pekinie.

Miliard euro dziennie

Lepszego momentu na takie przemówienie nie można było sobie wymarzyć. W czwartek zebrała się Rada Europejska, a temat relacji z Chinami był pierwszym punktem jej obrad. Według Eurostatu Unia zakończyła 2025 rok z deficytem w handlu towarami z Chinami na poziomie 359,8 mld euro, a w tym roku luka ma dojść do 400 mld, czyli ponad miliard euro każdego dnia. Ursula von der Leyen mówi o „chińskim szoku 2.0”. Rhodium Group w lutowym raporcie pisała, że niemieckie koncerny samochodowe zwalniają najwięcej pracowników od 2008 roku, a w przypadku większości surowców krytycznych Unia w ponad 80 procentach zależy od dostaw z Chin, dla niektórych metali ziem rzadkich nawet w 90 procentach.

Bruksela radzi sobie z tym tak, jak umie. Tydzień przed szczytem komisarz Maroš Šefčovič ogłosił wstępne porozumienie z Pekinem: niższe cła na hybrydy, gwarancje dostaw metali ziem rzadkich i magnesów trwałych, obietnice szerszego dostępu do chińskiego rynku. Sceptycy pytają, czy to cokolwiek zmienia, czy tylko odsuwa problem o rok. Lin przyjechał w sam środek tych rozmów, żeby powiedzieć, że Europa nie powinna negocjować warunków zależności, tylko ją zmniejszać.

Miękinia ma być drugim Hsinchu

Polska otwiera w tej układance osobny rozdział. Acer ma już fabrykę w okolicy, a w Kadłubie w gminie Miękinia ma powstać park technologiczny Tajwańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Elektrycznego i Elektronicznego TEEMA. To organizacja skupiająca około 3 tysięcy firm, które razem wytwarzają mniej więcej jedną czwartą tajwańskiego PKB. Plan ogłoszono w czerwcu na warszawskich targach Taiwan Expo, a za wzór służy Hsinchu, tajwańskie zagłębie półprzewodników, z którego wyrosło TSMC. Nikt nie obiecuje drugiego TSMC pod Wrocławiem, ale pomysłodawcy parku stawiają na konkretne branże: sztuczna inteligencja, inteligentne miasta, elektromobilność. Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna liczy nawet na 40 tysięcy miejsc pracy w ciągu dziesięciu lat.

Porozumienie ma zostać podpisane do końca roku, a tajwański fundusz rozwojowy TaiwanICDF pomoże w zakupie gruntów. Od listopada 2024 roku polski rząd wysłał na Tajwan pięć misji gospodarczych, ostatnią prowadził wiceminister rozwoju Michał Jaros. Dla Lina była to czwarta wizyta w Polsce i drugi rok z rzędu na forum, gdzie przedstawiano go z pełnym tytułem ministra, choć Polska oficjalnie nie utrzymuje z Tajpej stosunków dyplomatycznych. Tajwańskie media, od agencji CNA po „Liberty Times”, pisały o tym jako o dowodzie, że polityka małych kroków przynosi skutki. W Pekinie te same relacje czytają równie uważnie, tylko wyciągają z nich inne wnioski.

Scarborough i Lubelszczyzna

Na panelu Lin siedział obok generała Wesleya Clarka, francuskiej senator Hélène Conway-Mouret i litewskiej minister obrony Dovilė Šakalienė. Najbardziej zapadło w pamięć jednak wystąpienie Jaya Tarrieli z filipińskiej straży przybrzeżnej, który opowiadał, jak chińskie okręty taranują filipińskie łodzie w pobliżu Scarborough. W takim ujęciu rosyjskie drony nad Lubelszczyzną i chińskie kadłuby na Morzu Południowochińskim to dwa końce tego samego kija.

Pozostaje pytanie, kim Tajwan jest dla Warszawy: partnerem przemysłowym, który zastąpi Intela, czy niewygodnym gościem, którego przyjmuje się bez zdjęć. Zagospodarowanie działki w Kadłubie odpowie na to pytanie szybciej niż jakakolwiek deklaracja. Warto się temu przyglądać.

Czytaj też:
Chiny szykują się do wojny? Pierwsza taka sytuacja od 16 lat

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także