Od śmierci tej płodnej tekściarki miną wkrótce trzy dekady, ale dla kolejnych pokoleń Polek i Polaków nie jest ona figurą anonimową. Bez wątpienia przyczynił się do tego serial telewizyjny przedstawiający jej życiorys i przypominający dorobek twórczy. W ostatnich tygodniach druku doczekały się wydobyte z archiwum Osieckiej listy do Janusza Minkiewicza (vide: recenzja Krzysztofa Masłonia pt. „Kiedy w mózgu śpiewa ptaszyna”, „Do Rzeczy” nr 34/2026)), a teraz upubliczniono korespondencję z Jerzym Giedroyciem. Jestem pewny, że odbiją się one znacznie szerszym echem od jej „Dzienników”. Infantylnych, pretensjonalnych i środowiskowych bajdurzeń w typie pamiętników pensjonarek. Sześciotomowa (!) edycja zyskałaby na wartości, gdyby odpowiedzialna za nią redaktor Karolina Felberg użyła nożyczek. Na szczęście korespondencja Osieckiej z Giedroyciem zdecydowanie może się bez nich obejść.
Błękitny, mały kwiat
Relację obojga naświetliła swego czasu Joanna Siedlecka. W głośnej książce „Kryptonim »Liryka«. Bezpieka wobec literatów” ujawniła, że Osiecka znalazła się w kręgu zainteresowania Służby Bezpieczeństwa m.in. z powodu bliskich kontaktów z Redaktorem.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
