Całe wzmożenie wokół prób importu rosyjskiej ropy do USA przez administrację Donalda Trumpa może sprowadzić się do prostego hasła: nie dawać pieniędzy Moskwie, łożyć pieniądze na Kijów. Drugi trzon tego imperatywu kryje jednak ponurą rzeczywistość, której nie odmienią wysiłki jej zaklinania, ponieważ bieżąca wojna na wyniszczenie jawi się jako bardziej śmiertelna dla Ukrainy niż dla samej Rosji.
Kilka tygodni po rosyjskiej inwazji Ukrainy, w marcu 2022 r., cytowałem na portalu DoRzeczy.pl potrzebę uczciwej oceny opłacalności wojen, wyłożoną w prosty sposób na kartach Ewangelii. Warto do niej wrócić w chwili, gdy jedynym pomysłem na toczącą się od ponad czterech lat wojnę na wyniszczenie jest, po stronie zachodnich partnerów Ukrainy, jej eskalacja, czyli – mówiąc językiem prostym – jeszcze więcej wzajemnego wyniszczenia.
Otóż: „Który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięciu tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju” (Łk 14, 31–32).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
