• Filip MemchesAutor:Filip Memches

Biesy na Mazowszu

Dodano: 
Atak nożownika w szkole w Ostrołęce
Atak nożownika w szkole w Ostrołęce Źródło: PAP / Artur Reszko
Nastolatkom, którzy z ostrymi przedmiotami ruszyli do placówek edukacyjnych, przyświecał jakiś cel. Kluczowym słowem jest „challenge”, a więc, przekładając na język polski, „wyzwanie”. Ono pada przy różnych okazjach, gdy młodzi ludzie dopuszczają się czynów społecznie nieakceptowalnych – niezależnie od tego, czy chodzi tylko o przekraczanie norm moralnych czy o łamanie prawa.

Niedawne ataki nastolatków w szkołach w różnych częściach kraju wstrząsnęły Polską. Stało się tak nie tylko dlatego, że w wyniku użycia ostrych przedmiotów jedna osoba zmarła, a kilkanaście zostało rannych, lecz także z powodu szokującej plotki, że prawem serii nastąpi eskalacja procederu. Taki komunikat ponoć przekazała jakaś skrzyknięta w Internecie anonimowa grupa młodzieży. Mowa była o „krwawym piątku” (9 października). W efekcie tego dnia w blisko 60 szkołach w całym kraju lekcje odwołano, a w tych placówkach, w których zajęcia się miały odbywać, wielu uczniów się nie zjawiło. Zostali oni zatrzymani przez swoich rodziców w obawie o ich bezpieczeństwo.

Wybuch zbiorowej paniki wywołał spekulacje na temat politycznego tła tego, co się stało. Nasuwa się bowiem pytanie: Komu mogłoby zależeć i kto mógłby skorzystać na uruchomieniu lawiny zdarzeń skutkujących zastraszeniem Polaków? Jedną z odpowiedzi podsuwają zakusy rządu „uśmiechniętej” koalicji, żeby za wszelką cenę nie dopuścić do zmiany władzy w Polsce po wyborach parlamentarnych w roku 2027. Aby wytropić potencjalnych zbrodniarzy, trzeba byłoby podjąć na szeroką skalę inwigilację obywateli Rzeczypospolitej.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także