Niedawne ataki nastolatków w szkołach w różnych częściach kraju wstrząsnęły Polską. Stało się tak nie tylko dlatego, że w wyniku użycia ostrych przedmiotów jedna osoba zmarła, a kilkanaście zostało rannych, lecz także z powodu szokującej plotki, że prawem serii nastąpi eskalacja procederu. Taki komunikat ponoć przekazała jakaś skrzyknięta w Internecie anonimowa grupa młodzieży. Mowa była o „krwawym piątku” (9 października). W efekcie tego dnia w blisko 60 szkołach w całym kraju lekcje odwołano, a w tych placówkach, w których zajęcia się miały odbywać, wielu uczniów się nie zjawiło. Zostali oni zatrzymani przez swoich rodziców w obawie o ich bezpieczeństwo.
Wybuch zbiorowej paniki wywołał spekulacje na temat politycznego tła tego, co się stało. Nasuwa się bowiem pytanie: Komu mogłoby zależeć i kto mógłby skorzystać na uruchomieniu lawiny zdarzeń skutkujących zastraszeniem Polaków? Jedną z odpowiedzi podsuwają zakusy rządu „uśmiechniętej” koalicji, żeby za wszelką cenę nie dopuścić do zmiany władzy w Polsce po wyborach parlamentarnych w roku 2027. Aby wytropić potencjalnych zbrodniarzy, trzeba byłoby podjąć na szeroką skalę inwigilację obywateli Rzeczypospolitej.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
