Dziesięć lat młodszy od niespełna rozumu Kurta, bo tak tytułowy „wariat” miał na imię, został przez niego uznany za „ojca”, co niosło za sobą wszelkie konsekwencje. Także i te, które wywoływały ostracyzm ze strony sąsiadów, jak również poważnie zakłócały funkcjonowanie rodziny rolnika, w której nagle, ni z tego, ni z owego, pojawił się ktoś, czyjego postępowania nie dało się wytłumaczyć w jakikolwiek racjonalny sposób. A kłopoty były jego specjalnością.
Pracowity był ten Kurt nad wyraz, tyle że nigdy nie było wiadomo, za jaką pracę akurat się zabierze, co zrobi dobrze, a co dokumentnie spartaczy, poza tym o wszystkim decydował sam. Rzec można, że był skrajnym indywidualistą. Na pewno „nie był to pierwszy lepszy przymuł czy kryminalista.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
