Inwazja rosyjska wywróciła ukraińską politykę do góry nogami. Na początku zapanowało porozumienie ponad podziałami. Zjednoczenie w imię walki z wrogiem zewnętrznym. Prezydent Wołodymyr Zełenski pozytywnie zaskoczył osobistą odwagą. Skutecznie wszedł w buty silnego przywódcy na czas wojny, czym zaimponował również przeciwnikom. Szybko jednak Ukraińcy zaczęli ironicznie określać prezydenta mianem „bonewtik”, czyli „bo nie uciekł”. Sens żartu polega na tym, że odmowa ewakuacji z Kijowa to tak naprawdę jedyna zasługa Zełenskiego po rozpoczęciu agresji rosyjskiej. Udało się obronić niepodległość, ale walka o granice coraz bardziej zdawała się bezsensowną wojną pozycyjną, prowadzoną z użyciem mięsa armatniego. Mężczyźni unikający przymusowej mobilizacji, początkowo odsądzani od czci i wiary, coraz częściej traktowani są przez opinię publiczną ze współczuciem. Mnożą się pytania o jakość przygotowania kraju do wojny. Widać też gołym okiem, że Zełenski obecną sytuację wykorzystuje do budowy swojej pozycji politycznej. Dyktatorskie i cenzorskie zapędy coraz trudniej uzasadnić koniecznością obrony przed Rosją.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

