100 lat temu. „Niech bierze władzę siłą…” – polityczna prowokacja czy sygnał kryzysu?

100 lat temu. „Niech bierze władzę siłą…” – polityczna prowokacja czy sygnał kryzysu?

Dodano: 
Dyktator czy wybawca
Dyktator czy wybawca 
Zbliżamy się do stulecia przewrotu majowego w 1926 r., dokonanego przez Józefa Piłsudskiego i jego zwolenników. Ukazała się właśnie staraniem Białego Kruka nowa książka prof. Wojciecha Polaka, która przybliża i objaśnia tamte wydarzenia i tamten czas.

Jak się okazuje można znaleźć wiele analogii do dzisiejszej sytuacji naszego kraju. Oto fragment tej bardzo ciekawej książki:

Wzajemne oskarżenia, polityczny chaos i dramatyczne słowa, które stały się symbolem narastającego kryzysu państwa – tak wyglądał finał narastającego od miesięcy przesilenia politycznego w II Rzeczypospolitej w maju 1926 roku. Fragmenty najnowszej książki prof. Wojciecha Polaka „Dyktator czy wybawca. Przyczyny i kulisy przewrotu majowego 1926” (wyd. Biały Kruk) pokazują moment, w którym język polityki przestał być tylko sporem, a stał się zapowiedzią przełomu. W centrum wydarzeń znalazły się dwa wywiady: Wincentego Witosa i Józefa Piłsudskiego, które ujawniają skalę wzajemnych oskarżeń i dramatycznego pogorszenia relacji w obozie władzy.

„Niech bierze władzę siłą…” – słowa, które wstrząsnęły sceną polityczną

W niedzielę 9 maja 1926 roku Wincenty Witos opublikował w „Nowym Kurierze Polskim” wywiad, który natychmiast stał się jednym z najgłośniejszych komentarzy politycznych tamtego okresu. W jego treści znalazły się słowa bezpośrednio odnoszące się do Józefa Piłsudskiego:

„Niechże wreszcie Marszałek Piłsudski wyjdzie z ukrycia, niechże stworzy rząd, niech weźmie do współpracy wszystkie czynniki twórcze, którym dobro państwa leży na sercu. Jeśli tego nie zrobi, będzie się miało wrażenie, że nie zależy mu naprawdę na uporządkowaniu stosunków w państwie”.

Jeszcze większe emocje wzbudził fragment, który ostatecznie nie został opublikowany, a który, jak wskazują źródła, miał charakter skrajnie prowokacyjny:

„Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko, jeśli tak, to niech bierze władzę siłą… ja bym się nie wahał tego zrobić; jeśli Piłsudski nie zrobi tego, to, zdaje się, nie ma jednak tych sił za sobą”.

(…)

Na reakcję Józefa Piłsudskiego nie trzeba było długo czekać. 10 maja 1926 roku, w momencie narastającego przesilenia gabinetowego, Marszałek udzielił „Kurierowi Porannemu” wywiadu, który stał się jednym z najważniejszych dokumentów politycznych tamtego okresu. Oto jego treść:

„– Ponieważ dzisiaj właśnie zakończony został niezmiernie dziwny w swym przebiegu kryzys gabinetowy, w czasie którego Pan Prezydent odwoływał się do opinii Pana Marszałka, czy można prosić Go o wyrażenie poglądu na przeżyte świeżo wypadki ostatnich dni?

– Nie uważam tego procesu za zakończony, gdyż kilkakrotne próby p. Witosa nie udawały się jedynie z przyczyny nieumiejętności albo niechęci tego pana uwzględniania interesów moralnych państwa. Państwo bowiem ma dwie funkcje wyraźnie państwowe i wyraźnie z jego bytem związane: wojsko i politykę zagraniczną, to znaczy stosunki z innymi państwami. Te dwie funkcje, jak zawsze twierdziłem, nie mogą podlegać fluktuacji gry zawistnych partyj, gdyż system taki prowadzi nieuchronnie państwo do zguby i demoralizuje oraz degeneruje obie te funkcje. Takie było moje zdanie, gdy jako Naczelnik Państwa z trwogą patrzyłem w przyszłość, widząc rozigranie namiętności partyjnych w stosunku do tych właśnie dwóch państwowych ‘par excellence’ funkcyj. Jak w poprzednim kryzysie, gdy padał p. Władysław Grabski, tak i w tym, gdy upadł p. Aleksander Skrzyński, stanąłem w obronie funkcji wojska i dlatego wyłącznie o tym będę mówił.

Pan Witos znany jest w historii naszego państwa głównie z bezceremonialnego stosunku do wszystkich funkcyj państwowych. Dobór jego kolegów w obecnym gabinecie przypomina mi rząd, utworzony ongiś z wielkim hukiem i hałasem, a co do którego zdecydowałem, iż nie mogę w żaden sposób łączyć mojego nazwiska z takim właśnie rządem. Wiedziałem bowiem z góry, że wraz z powstaniem takiego rządu idą przekupstwa wewnętrzne nadużycia rządowej władzy bez ceremonii we wszystkich kierunkach dla partyjnych i prywatnych korzyści. Na ministrów wojska od tego czasu zaczęto dobierać generałów, którzy by mieli sumienie giętkie, zdolne do uprawiania – jak ja [to] nazywam – handlu posadami i rangami, dla wygody takiego czy innego stronnictwa, takiego czy innego potrzebnego posła, takiego czy innego wygodnego kupca – jednym słowem, takiego czy innego człowieczka. System demoralizacji wojska, które, nie mając praw wyborczych, ma jedynego przedstawiciela swoich interesów i potrzeb w osobie ministra przy odpowiednim doborze tego ministra, zaczął święcić swoje tryumfy nie przy kim innym, jak przy Wincentym Witosie.

Przypominam też z owych czasów, że wobec mego przeciwstawienia się temu systemowi w stosunku do wojska, zastosowano względem mnie osobiście środki bardzo niedowcipne, ale za to bardzo hańbiące. Otoczono mnie płatnymi szpiegami, przekupywano pieniędzmi i awansami każdego, kto mnie – byłego Naczelnego Wodza – zdradzał, szukano, jak śmiem twierdzić, mojej śmierci.

– Pan Marszałek ma na myśli rząd Witosa?

– Tak. Trwało to przez cały czas rządu p. Witosa i jego szlachetnych kolegów i dowodzenia wojskiem p. generała Szeptyckiego. System ten w inny sposób, bardziej – że tak powiem – rozlewny, był stosowany i przy następnym ministerium p. Władysława Grabskiego wraz z Władysławem Sikorskim.

Gdy więc na szczęście dla Polski padły oba ministeria, ministeria rozwydrzenia partyj, dzielących Polskę na szmatki na rzecz każdej partii i każdego stronnictwa, zostały po nich duże deficyty państwowe i ogólne, daleko idące zubożenie. Odbiło się to dotkliwie i na wojsku. Budżet wojskowy został w jednej chwili zmniejszony do połowy. Minister spraw wojskowych mieć obecnie musi do czynienia z dziesiątkami kryminalnych spraw o nadużycia pieniężne, popełniane przez protegowanych obu kiepskiej pamięci rządów: p. Wincentego Witosa i p. Władysława Grabskiego. Obciążać zaś te kryminały i nadużycia mają nie winnych, lecz zubożały nagle o połowę budżet wojska. To też przestrzegałem Pana Prezydenta i przy pierwszym, i w obecnych kryzysach przed pomijaniem moralnych interesów wojska.

– Jak należy rozumieć ten moralny interes wojska?

– Moralne interesy wojska polegają nie na czym innym, jak na pogodzeniu faktu, że wojsko nie jest wyborcą, a więc nie ma pełnych praw obywatelskich, z innym faktem – musem służby w stanie wojskowym, z poczuciem gotowości poniesienia śmierci nie dla siebie, a dla państwa. Moralność zaś publiczna wyklucza z góry niebezpieczeństwo poniesienia śmierci dla poszczególnego stronnictwa lub poszczególnych posłów, gdyż tacy panowie jak p. Wincenty Witos i jego koledzy, negliżując honor służby i korzystając z faktu, iż wojsko nie jest ich wyborcą, brudną nieraz ręką często mącili sumienie wojska. Ale niech ci panowie nie sądzą, że to, co się działo w stosunku do kas państwowych – używanie pieniędzy skarbowych na przekupstwa, szpiegowanie takich czy innych nieprzyjaciół partyjnych czy osobistych – jest nikomu nieznane. Jest to przecież tajemnica poliszynela. Wątpię więc, aby gdziekolwiek w wojsku chciano połączyć zjawisko swojej śmierci z takim stosunkiem do rządu podobnego gatunku.

W ogóle negliżowanie funkcyj państwowych, brak szacunku dla służby państwu – jest charakterystyczną cechą rozumowań panów posłów i senatorów. Wyobrażają sobie oni bowiem, iż każdy człowiek, pozostający w służbie państwa, zmieniać się musi w zależności jedynie od tego, jak, powiedzmy, wspólnie przy bufecie sejmowym pili wódkę czy kawę, p. Wincenty Witos z p. Markiem czy p. Chądzyńskim, jaki: kwaśny, czy wesoły uśmiech miał p. Stanisław Grabski w rozmowie z p. Feliksem Perlem (niedawno były to bardzo miłe uśmiechy), czy z p. Chacińskim. Wyobrażać sobie, że ludzie nieznikczemniali mogą do tych wielkich zdarzeń przywiązywać wagę, może tylko p. Wincenty Witos.

– Przy przeszłym kryzysie Pan Marszałek wymieniał kandydatów na ministrów spraw wojskowych. Obecnie również p. Witos rozgłaszał, iż teka wojska będzie obsadzona w porozumieniu z Panem Marszałkiem. Czy coś podobnego miało miejsce?

– Ależ nigdy! Przede wszystkim nigdy bym nie wybrał wymienionego już w pismach kandydata [gen. Juliusza Malczewskiego – W.P.]. W ogóle byłoby wielką naiwnością wierzyć w podobne nonsensy, że p. Witos, który dba więcej o wybory, niż o cokolwiek innego, mógł wyrzec się swojej – o ile wiem – zasadniczej myśli używania wpływów wojskowych nie dla czego innego, jak dla swoich partyjnych interesów. Byłoby to jego zasadniczą myślą, którą mi nieraz wyrażał, jako Naczelnikowi Państwa, w okresie zbliżających się wyborów. Wtedy szermował szeroko, wbrew memu pozwoleniu, moim nazwiskiem, nie przez kogo innego, jak przeze mnie, szukając pomocy wpływów wojskowych dla swojej partii.

– Znaczy więc, że przy obecnym kryzysie został zatracony interes państwa, ocalony w zeszłym kryzysie przez wyeliminowanie teki wojska z rozgrywki stronnictw sejmowych i pozostawienie jej do dyspozycji Pana Prezydenta?

– Ja tego stwierdzić nie mogę, gdyż nie jestem poinformowany o stanowisku Pana Prezydenta w tej sprawie. Być może, że domysł pana jest słuszny, gdyż to bardzo patrzy zarówno na p. Wincentego Witosa, jak i na jego kolegów.

– O ile rozumiem sens wytworzonej sytuacji, powrót Pana Marszałka do wojska ulegnie zwłoce?

– Naturalnie. Pan widzi, iż ze swej strony nie robię ani kroku dla podtrzymania tak jaskrawego przekroczenia moralnego interesów i moralnych interesów wojska. I staję do walki, tak, jak i poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partyj i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści”.

Władze Warszawy nakazały konfiskatę „Kuriera Porannego” z wywiadem Marszałka, co tylko zwiększyło skalę sensacji. Wywiad jest wielką krytyką prawie całej klasy politycznej Rzeczypospolitej, od strony prawej do lewej. Piłsudski mocno akcentuje potrzebę politycznej neutralności armii, szacunku dla sił zbrojnych i łożenia na nie odpowiednich sum pieniędzy, krytykuje szerzące się partyjniactwo, zapominanie w ferworze walki politycznej o zasadach, prywatę, pazerność, złodziejstwo itp. W wywiadzie nie brakuje też zarzutów zwyczajnej nieudolności, zwłaszcza w odniesieniu do premiera Wincentego Witosa.

Marszałek nie mógł ścierpieć powtórki rządu Chjeno-Piasta. Witosa i szereg polityków oskarżał o moralną odpowiedzialność za śmierć prezydenta Gabriela Narutowicza, osłabienie państwa, brak kompetencji do rządzenia, pogorszenie sytuacji Polski na arenie międzynarodowej (Locarno).

Fragment książki prof. Wojciecha Polaka „Dyktator czy wybawca. Przyczyny i kulisy przewrotu majowego 1926”, wyd. Biały Kruk

Źródło: Wydawnictwo Biały Kruk
Czytaj także