W środę przed Hanzeatyckim Wyższym Sądem Krajowym w Hamburgu rozpoczął się pierwszy proces dotyczący wysadzenia gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2.
Na ławie oskarżonych zasiadł 50-letni obywatel Ukrainy Serhij K., którego niemieccy śledczy uważają za jednego z głównych organizatorów operacji przeprowadzonej we wrześniu 2022 roku na Morzu Bałtyckim.
Rozprawa odbywa się przy zaostrzonych środkach bezpieczeństwa i wzbudza ogromne zainteresowanie mediów. Oskarżonemu zarzucono m.in. spowodowanie eksplozji, zniszczenie infrastruktury krytycznej oraz udział w zbrodni wojennej.
Niemiecka prokuratura: Operacja na zlecenie ukraińskich władz
Podczas pierwszej rozprawy przedstawiciel niemieckiej prokuratury odczytał akt oskarżenia, liczący 136 stron. Dokument jest rezultatem czteroletniego śledztwa prowadzonego przez niemieckie służby, w tym Federalny Urząd Kryminalny (BKA). Według ustaleń śledczych Serhij K. miał kierować grupą sabotażową, która umieściła ładunki wybuchowe na trzech z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2.
Operacja miała zostać przeprowadzona z wykorzystaniem wynajętego jachtu "Andromeda". Członkowie grupy mieli posługiwać się fałszywymi dokumentami i korzystać z pomocy nurków oraz specjalistów od materiałów wybuchowych. Prokuratura twierdzi, że mężczyzna należał wówczas do ukraińskich sił specjalnych, a działania sabotażowe były prowadzone za wiedzą przedstawicieli ukraińskich władz.
Serhij K. nie przyznał się do udziału w operacji. Podczas pierwszego dnia procesu nie składał wyjaśnień.
Obrona mówi o politycznym procesie. "Brakuje dowodów"
Adwokaci oskarżonego zakwestionowali zarówno materiał dowodowy, jak i podstawy prawne prowadzonego postępowania. Podkreślają, że niemiecka prokuratura nie przedstawiła bezpośrednich i wiarygodnych dowodów potwierdzających udział ich klienta w wysadzeniu gazociągów. Jens Meyer-Lohkamp, jeden z obrońców Serhija K., potwierdził, że jego klient jest oficerem ukraińskich sił zbrojnych. Zaznaczył jednak, że nie stanowi to dowodu uczestnictwa w sabotażu.
Obrona wskazuje również na szerszy kontekst wydarzeń. Zdaniem prawników sąd powinien rozważyć, czy zniszczenie gazociągów wykorzystywanych przez Rosję mogło być uzasadnione z perspektywy trwającej wojny. Adwokaci argumentują, że Moskwa przez lata wykorzystywała dostawy gazu jako narzędzie wywierania nacisku politycznego i gospodarczego na państwa europejskie.
Niemiecka prokuratura stoi na przeciwnym stanowisku. Uważa, że gazociągi stanowiły infrastrukturę cywilną, której zaatakowanie może być kwalifikowane jako zbrodnia wojenna.
Podsłuchana rozmowa z żoną. Śledczy ujawniają nowe ustalenia
Jednym z dowodów, na które powołuje się niemiecka prokuratura, mają być rozmowy telefoniczne oskarżonego przeprowadzone podczas jego pobytu w areszcie we Włoszech. Serhij K. został zatrzymany w sierpniu 2025 roku, gdy przebywał z rodziną na wakacjach. Według dokumentów śledczych w jednej z rozmów z żoną mężczyzna miał poruszyć kwestię opublikowania oświadczenia przedstawiającego zniszczenie Nord Stream jako "oficjalną operację wojskową".
Miał również wspominać o konieczności uzyskania potwierdzenia od przełożonego, że on i inny wojskowy nie działali na własną rękę. Rozmowa została zarejestrowana przez włoskie organy ścigania. Niemiecka prokuratura uważa, że jej treść wzmacnia podejrzenia dotyczące udziału oskarżonego w operacji.
Obrona nie zgadza się jednak z interpretacją przedstawianą przez śledczych. Sam Serhij K. utrzymuje, że w czasie eksplozji przebywał w Ukrainie i nie miał związku z wysadzeniem gazociągów.
W dokumentach niemieckiego śledztwa jako jeden z domniemanych organizatorów operacji pojawia się Roman Czerwiński, były oficer ukraińskiego wywiadu. Według prokuratury działania miały zostać zaakceptowane przez ówczesnego naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerija Załużnego. Obaj odrzucają te twierdzenia. Także ukraińskie władze zaprzeczają, aby państwo było zaangażowane w zniszczenie gazociągów.
Cztery lata od eksplozji na Bałtyku
Do wysadzenia gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2 doszło 26 września 2022 roku, ponad siedem miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Eksplozje nastąpiły na dnie Morza Bałtyckiego, w rejonie duńskiej wyspy Bornholm, na głębokości około 80 metrów. Zniszczeniu uległy trzy z czterech nitek gazociągów, które miały służyć do transportu rosyjskiego gazu do Niemiec.
Czytaj też:
Braun w Niemczech apeluje o reaktywację Nord Stream. "Polska powinna uczestniczyć" Czytaj też:
AfD rozmawia z szefem Gazpromu o wznowieniu dostaw rosyjskiego gazu
