W sobotę 17 października masowe protesty we Francji przerodziły się w falę grabieży i zamieszek. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na ulicach manifestowało 550 000 osób, natomiast zdaniem organizatorów liczba uczestników sięgnęła 800 000. Symbolem tych wydarzeń stał się zabytkowy ratusz w Limoges, który doszczętnie spłonął w pożarze wznieconym przez demonstrantów.
W ciągu trzech dni od rozpoczęcia zamieszek zatrzymano ponad 2300 osób, a niemal tysiąc policjantów i strażaków odniosło obrażenia. Według rządowych szacunków uszkodzonych lub splądrowanych zostało co najmniej 3000 placówek handlowych.
Miliard euro strat
Wstępne bilanse strat materialnych i finansowych szybko zbliżają się do miliarda euro. Ubezpieczyciele spodziewają się wypłaty odszkodowań wyższych niż te po zamieszkach z 2023 roku, które wyniosły 793 miliony euro.
Agencja Morningstar DBRS szacuje koszty na poziomie 1,2 miliarda euro. Podobne prognozy przedstawia fundacja IFRAP, która wskazuje na około 910 milionów euro strat materialnych oraz prawie 190 milionów euro strat z tytułu przerw w działalności gospodarczej. Oznacza to, że zniszczenia z zaledwie jednego weekendu zrównały się z bilansem jedenastu nocy zamieszek wywołanych sprawą Nahela w 2023 roku.
Firmy ubezpieczeniowe pokryją z tej puli około 800 milionów euro. Pozostałe 300 milionów euro obciąży budżety przedsiębiorców, gospodarstw domowych, samorządów oraz państwa. Bezpośredni koszt programów pomocowych ogłoszonych przez rząd może z kolei wynieść blisko 80 milionów euro.
Francja płonie. Wojsko wyjdzie na ulice
Władze w odpowiedzi na skalę przestępstw wprowadziły nocne godziny policyjne w wybranych rejonach Paryża, Lyonu i innych miast. Rząd poinformował również, że w sobotę, gdy ma się odbyć kolejny protest, na ulice wyjdzie wojsko, które wspomoże policję.
Wydarzenia nad Sekwaną są szeroko komentowane na całym świecie. Głos zabrał m.in. prezydent USA Donald Trump, który wskazał, że sytuacja we Francji to konsekwencje złej polityki migracyjnej. Jego zdaniem kraj powinien zamknąć swoje granice.
Czytaj też:
Francuski rząd przyznał się do błędu. Lecornu wysyła wojsko na ulice Czytaj też:
Zamieszki na francuskich ulicach. "Koniec systemu"
