Komisja Europejska i środowiska klimatystów próbują wymusić na państwach członkowskich Unii, by na rynkach pozostały wyłącznie auta elektryczne, co z licznych powodów budzi sprzeciw społeczny. KE żądała do tej pory, by od 2035 roku nowe samochody osobowe i dostawcze rejestrowane w Unii miały zerową emisję CO₂ z rury wydechowej. Problem nie leży oczywiście w samych samochodach elektrycznych, ale w tym, że Bruksela próbuje je ludziom narzucić wbrew realiom rynkowym.
Według najnowszych doniesień trzy forsujące klimatyczną agendę frakcje w Parlamencie Europejskim (Europejska Partia Ludowa, socjaldemokracja i Odnówmy Europę) są gotowe na drobne ustępstwo i wypracowały porozumienie, które dopuszcza dalszą sprzedaż samochodów z silnikami spalinowymi i hybrydowymi po 2035 roku, pod określonymi daleko idącymi warunkami warunkami.
UE "łaskawa" ws. aut spalinowych. Bocheński: Trzeba powiedzieć dość temu szaleństwu
Eurodeputowany PiS Tobiasz Bocheński ocenia, że w gruncie rzeczy proponowane zmiany są kosmetyczne, a Europa potrzebuje nie delikatnego kroku w tył w zakresie regulacji mobilności, ale wyeliminowania socjalistycznego modelu gospodarczego.
"Eurokraci postanowili w swej uprzejmości mordować gospodarkę i pustoszyć portfele Europejczyków, tylko wolniej niż zamierzali. Pracują obecnie nad zmianami w zielonym ładzie" – napisał polityk na platformie X.
"Ustalają redukcję emisji CO2 przez: nowe samochody osobowe w UE do 2035 r. z 100% na 87,5%, nowe dostawcze do 2035 r. z 100% na 80%, dostawcze do 2030 r. z 40% na 35%" – wskazał.
"To są kpiny. Ich wszystkich trzeba odsunąć od rządów. Inaczej ekonomicznie rozwalą Europę. Trzeba powiedzieć dość temu szaleństwu. Wprowadzili gospodarkę centralnie-sterowaną, która oczywiście nie może działać" – podsumował Bocheński.
Czytaj też:
Ekologiczne szaleństwo zabija wyścigi Czytaj też:
Autodestrukcja
