Włodarze najszybszej serii wyścigowej świata po sezonie w 1995 r. zrezygnowali z silników V12, a w 2006 r. modele V10 zastąpili wersją V8. I chociaż o tej decyzji można było dyskutować, to Formuła 1 nie straciła swojego dawnego blichtru w stopniu, który zaburzałby odbiór tej widowiskowej, a także piekielnie niebezpiecznej dyscypliny sportu. Jednak przejście na silniki V6 w 2014 r. przepełniło czarę goryczy fanów. Światowy trend związany z efektywnością energetyczną i ograniczaniem emisji znalazł swoje odzwierciedlenie w sporcie.
Jako przyczynę decyzji wskazywano m.in. ograniczenie kosztów budowy silników i wzbudzenie zainteresowania producentów aut seryjnych. Wprowadzenie silników 1,6-litrowych w postaci zaawansowanych hybryd miało zbliżyć rozwiązania stosowane w F1 do zwykłych samochodów. Dodatkowo od sezonu 2026 r. stosowane są wyłącznie tzw. paliwa zrównoważone, co ma ograniczyć ślad węglowy.
Zmniejszenie pojemności silników było tłumaczone presją związaną z tzw. efektywnością energetyczną. Wprowadzone zmiany były jednak krytykowane przez kierowców i fanów motorsportu. Dodatkowe bateria i układy elektryczne, związane z nowym rodzajem silników, wpłynęły na ciężar aut.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
