Od elektromobilności nie ma już odwrotu
  • Jacek PrzybylskiAutor:Jacek Przybylski

Od elektromobilności nie ma już odwrotu

Dodano: 
O przyszłości elektromobilności w Polsce w redakcji „Do Rzeczy"
O przyszłości elektromobilności w Polsce w redakcji „Do Rzeczy" 
Rząd chce wydać ok. 30 mld zł, by w Polsce najpierw zaroiło się od e-autobusów i e-dostawczaków, a potem od osobowych elektryków. Do 2020 r. ma powstać ponad 6 tys. punktów ładowania

Czy milion samochodów elektrycznych do 2025 r. to nadal realistyczny cel? –„Możemy dyskutować, czy będzie to 800 tys., 1,2 mln czy inna liczba. Dla mnie najważniejszy jest fakt, że mamy cel. Natomiast wskazanie kierunku rozwoju przemysłowi motoryzacyjnemu, sieciom energetycznym czy samorządom ułatwi jego realizację.Może też sprawić, że tym razem to nie Polska będzie powielać amerykańskie czy francuskie schematy wdrażania elektromobilności, ale wyznaczać trendy dalszego rozwoju tej gałęzi przemysłu.Chcielibyśmy, aby inne kraje podążały za naszym wzorem” – zaznaczył podczas debaty w redakcji „Do Rzeczy” Michał Kurtyka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

„Opinie ekspertów wskazują, że między 2020 a 2021 r. pojazd elektryczny stanie się bardziej atrakcyjny finansowo dla konsumenta. Jestem przekonany, że wówczas samochodów tego typu będzie przybywać skokowo” – prognozował minister, podkreślając, że zmniejszenie liczby aut spalinowych pomoże też rządowi w walce ze smogiem w centrach miast.

„W krajach, które obecnie są liderami w sektorze elektromobilności, takich jak np. Norwegia, silna rola państwa była kluczowa. I choć możemy się spierać, czy wyznaczony przez polski rząd poziom miliona aut jest zbyt ambitny czy też nie, to postawienie takiego celu jest konieczne dla rozwoju branży” – zauważył Jacek Ławrecki dyrektor ds. komunikacji Fortum Power and Heat Polska sp. z o.o. – „Połączenie swego rodzaju interwencjonizmu państwowego, wykorzystanie dużego doświadczenia i zaangażowania firm energetycznych oraz stworzenie koalicji innych podmiotów zainteresowanych elektromobilnością to rozwiązanie, które pozwoli Polsce nie tylko doszlusować do tych, którzy są obecnie liderami w tej branży, lecz także pomoże wysunąć się na czoło tego wyścigu” – dodał dyrektor Ławrecki.

Zgodził się z nim Andrzej Szady, główny specjalista ds. infrastruktury e-mobility w firmie Enspirion z Grupy Energa. – „Ambitne cele rządu są potrzebne, aby biznes wiedział, że będzie miał rynek zbytu na swoje produkty i usługi. Na Zachodzie zaczęto od budowy infrastruktury ładowania w miastach, bo to właśnie do poruszania się po nich służą dziś głównie samochody elektryczne” – stwierdził. Jego zdaniem bardzo ważna jest też edukacja społeczeństwa. – „Samochód elektryczny nie jest jeszcze dla kogoś, kto chciałby pokonywać nim kilkaset kilometrów dziennie. Jeżeli jednak ktoś tylko sporadycznie wyjeżdża poza miasto, to już może myśleć o hybrydach typu plug-in lub autach elektrycznych, które na jednym naładowaniu mogą przejechać ponad 100 km, więc idealnie nadają się do trybu miejskiego” – dodał.

Od buspasów do ulg

Wiceminister Michał Kurtyka przekonywał również, że ustawa o elektromobilności, która weszła w życie 22 lutego obecnego roku, przewiduje cały wachlarz korzyści dla kierowców samochodów elektrycznych, m.in. możliwość poruszania się po buspasach, jak również bezpłatnego parkowania w centrach miast. Władze miast mają też prawo rozszerzyć te przywileje, wprowadzając np. strefy czystego transportu, do których wjeżdżać mogą bezpłatnie tylko samochody elektryczne, wodorowe lub gazowe. – „Problem z rozwojem elektromobilności polega na tym, że z jednej strony samochodów elektrycznych nie będzie przybywać, jeśli nie będzie sieci ładowarek, a z drugiej jeśli nie będzie aut, to zabraknie chętnych do inwestowania w sieć. Udział państwa w tym procesie jest więc bardzo istotny” – zauważył Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Zgodnie z rządowym planem rozwoju elektromobilności w latach 2019–2020 w Polsce ma powstać 6 tys. punktów ładowania o normalnej mocy oraz 400 punktów szybkiego ładowania. – „Kierowcy nie będą się więc już musieli obawiać, że staną w polu, bo na trasie brakuje stacji ładowania umożliwiającej naładowanie akumulatorów” – zaznaczył wiceminister Kurtyka.

„Obserwacje rynków zachodnich pokazują, że większość ładowań odbywa się w domu lub w miejscu pracy. Szybkie ładowarki instalowane są przy trasach przelotowych. Wraz z rozwojem rynku będzie też spadała cena stacji ładowania. Te planowane w Krajowych Ramach 6 tys. stacji w Polsce to więc tylko początek. Celem będzie zapewne kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy stacji ładowania, aby zapewnić zapotrzebowanie przy stale rosnącej liczbie pojazdów” – przekonywał Andrzej Szady.

„Na podstawie naszych doświadczeń, chociażby w Norwegii, w której jesteśmy liderem systemów ładowania, ważne są maksymalna prostota i przyjazność systemu. Kierowca auta elektrycznego podjeżdża, płaci za czas ładowania, a rachunek dostaje wraz z rachunkiem za energię elektryczną. Ta prostota jest ważna, bo wiele barier dotyczących rozwoju samochodów elektrycznych tkwi tylko w naszych głowach” – zauważył dyrektor Jacek Ławrecki z Fortum Power and Heat Polska sp. z o.o.

„W początkowym etapie rozwoju tradycyjnej motoryzacji szacowano, że światowy popyt na auta nie przekroczy miliona, bo będzie brakowało wykwalifikowanych szoferów. Niektórym do głowy nie mogło przyjść bowiem, że właściciel samochodu mógłby nim jechać sam. Podobne zmiany w mentalności mogą nastąpić w wyniku rozpowszechniania się samochodów elektrycznych. Być może w miastach będziemy korzystać z samochodów współdzielonych, a większe odległości pokonywać pociągami” – dodał dyrektor Ławrecki.

Zdaniem prezesa Marcina Roszkowskiego obecnie istotną barierą rozwoju elektromobilności jest cena samochodów elektrycznych. – „Po przekroczeniu pewnej skali te pojazdy będą jednak stawały się coraz tańsze” – prognozował. Zgodził się z nim Andrzej Szady. –„Nowe auta mają coraz pojemniejsze baterie i coraz większy zasięg, a jednocześnie coraz atrakcyjniejszą cenę. Gdy samochody elektryczne będą kosztować 110–115 proc. ich odpowiednika spalinowego, będą stawać się coraz bardziej popularne” – przekonywał, dodając, że w rozwoju polskiej elektromobilności dużą rolę może odegrać car-sharing, który daje ludziom możliwość poznania samochodów elektrycznych i który może zmienić podejście kierowców do użytkowania oraz posiadania aut.

Zanim to się stanie, do kupna „elektryków” mają też zachęcać przywileje fiskalne. – „Znieśliśmy akcyzę na samochody elektryczne. Podwyższyliśmy również z 20 do 30 tys. euro odpisy amortyzacyjne dla przedsiębiorców, co jest szczególnie istotne, bo obecnie trzy czwarte nowych pojazdów w Polsce to auta dla firm. Dzięki temu już dzisiaj przedsiębiorcy, porównując opłacalność zakupu nowego samochodu z tradycyjnym napędem i tego z silnikiem elektrycznym, dostrzegają więcej korzyści w posiadaniu w swojej flocie e-auta. Pojazdy elektryczne zaczynają być w pełni konkurencyjne” – tłumaczył wiceminister energii Michał Kurtyka. – „Teraz musimy już tylko dołożyć element powszechnie dostępnej infrastruktury ładowania i jestem przekonany, że w segmencie firmowych pojazdów sporo się zmieni” – dodał. Aby we flotach samochodów służbowych zaczął szybko rosnąć odsetek elektryków, konieczna jest też zmiana podejścia firm leasingowych, dla których dziś podstawową barierą jest brak rynku wtórnego tego typu samochodów, a więc brak informacji, po jakiej cenie będzie można odsprzedać auto elektryczne po kilku latach jego użytkowania.

Galeria:
Od elektromobilności nie ma już odwrotu

Miliardy do wydania

„To największy program przemysłowy, jaki zbudowaliśmy. Angażujemy spore kwoty, aby ten rynek uwiarygodnić i aby był on źródłem innowacji oraz nowych pomysłów na miasto przyszłości” – zauważył wiceminister energii. Na działania popularyzujące elektryki na polskich drogach rząd w ustawie o elektromobilności przewidział ok. 19 mld zł. Oprócz tego przyjęta przez rząd w zeszłym tygodniu ustawa o Funduszu Niskoemisyjnego Transportu powinna przynieść dodatkowo ponad 6 mld zł, m.in. na rozwój infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych. A do tej kwoty można jeszcze dodać wkład Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, szacowany na ok. 4 mld zł, a także wart ok. 3 mld zł program rozwoju transportu bezemisyjnego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Rząd szacuje, że zanim prywatne elektryki staną się popularne, w miastach najszybciej przybywać będzie elektrycznych autobusów. – „One już per saldo są tańsze niż te z tradycyjnym napędem. A co kluczowe, e-busy są również ekologiczne i ciche” – wyjaśnił wiceminister Kurtyka. – „Drugim segmentem rozwoju elektromobilności będą lekkie elektryczne samochody dostawcze. Popyt w Polsce na tego typu pojazdy to ok. 60 tys. sztuk rocznie. Dopiero potem będziemy wchodzić stopniowo w pojazdy indywidualne” – prognozował wiceminister, zauważając, że np. niemiecki Deutsche Post samodzielnie na swoje potrzeby tworzy auto dostawcze.

„Od elektromobilności nie ma już odwrotu, bo świat zmierza w tym kierunku. Trzeba jednak pamiętać, że samochód przyszłości zamieni się w pojazd zarządzany poprzez aplikacje informatyczne. Potrzeba więc zespołu fachowców, którzy będą potrafili takie auto serwisować, a więc zachodzi potrzeba kształcenia inżynierów w tym obszarze” – zwrócił uwagę prof. Mirosław Siergiejczyk, kierownik Zakładu Telekomunikacji w Transporcie i prodziekan ds. rozwoju i współpracy z gospodarką Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej. Andrzej Szady z firmy Enspirion zauważył także, że musi się też zmienić m.in. sposób dokonywania przeglądów okresowych samochodów czy szkolenia strażaków, którzy przyjeżdżają do wypadków.

Profesor Włodzimierz Choromański, kierownik Zakładu Systemów Informatycznych i Mechatronicznych w Transporcie z Wydziału Transportu PW, przekonywał zaś, że skoro ok. 60–70 proc. wartości samochodu przyszłości będą stanowiły elementy związane z IT, to jest to wielka szansa dla Polaków. Profesor Choromański przekonywał też, że warto jednocześnie prowadzić prace nad samochodem elektrycznym i autonomicznym.

Artykuł został opublikowany w 13/2018 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także