PIOTR WŁOCZYK: W swojej książce omawia pan wynik raportu przygotowanego przez think tank Pew Research Center, który starał się przedstawić prognozę na rok 2050. Skrajny scenariusz przewiduje, że w Niemczech niemal 20 proc. populacji będzie wtedy wyznawało islam, a RFN wyprzedzi w tym względzie Francję i Wielką Brytanię. Co musiałoby się wydarzyć, żeby ten scenariusz się ziścił?
MICHAŁ BRUSZEWSKI: Autorzy badania przyjęli kilka scenariuszy rozwoju wydarzeń. W tzw. wysokim scenariuszu założono, że będziemy mieli do czynienia z kolejnymi kryzysami migracyjnymi. Ostatnie lata pokazują, że musimy na poważnie brać taką możliwość. Bliskim Wschodem cały czas wstrząsają przecież kolejne kryzysy. Wciąż niepewna jest sytuacja Palestyńczyków ze Strefy Gazy, którym grozi przesiedlenie. Obecnie mamy też do czynienia z atakiem USA i Izraela na Iran, co może przynieść bardzo daleko idące skutki. W Iranie żyje 90 mln ludzi, ale przebywa tam również ogromna populacja uchodźców. Samych Afgańczyków jest tam ponad 700 tys. A to oznacza, że ci ludzie mogą zacząć migrować w kierunku Europy. To samo dotyczy Afryki, gdzie nierozwiązane problemy wypychają ludzi na północ. Niemcy wyspecjalizowały się w szantażowaniu moralnym, twierdząc, że bez względu na liczbę Europa jest w stanie przyjąć migrantów szukających lepszego miejsca do życia. Jeżeli przy okazji kolejnych kryzysów będziemy widzieli tę samą politykę co poprzednio, to nietrudno sobie wyobrazić, że w Niemczech w połowie stulecia faktycznie 20 proc. tamtejszego społeczeństwa będzie wyznawało islam.
Trzeba jednak zauważyć, że od kryzysu w 2015 r. sporo się zmieniło w niemieckiej polityce. Trudno sobie wyobrazić, by Niemcy powtórzyli błędy ery Angeli Merkel.
To prawda, że zmienił się ton debaty w RFN, ale jeżeli spojrzymy na konkretne działania, to zobaczymy, że z szumnie zapowiadanych akcji deportacyjnych niewiele wyszło. Nastroje polityczne zmieniły się praktycznie wszędzie w Europie i co do zasady widzimy, że przekaz partii prawicowych w sprawie migracji znajduje odzew w społeczeństwie, ale jednak biznes potrzebuje rąk do pracy i nie jestem przekonany, że przy okazji kolejnego kryzysu migracyjnego Europa nie powieli starych błędów. Może się bowiem okazać, że wielkie korporacje, widząc tłumy ludzi dobijających się do bram Europy, zdołają przekonać polityków, żeby ich wpuścić, bo przydadzą się do pracy. Dlatego uważam, że tzw. wysoki scenariusz powinniśmy uważać za realną perspektywę.
Jak duży problem z radykalizmem islamskim mają nasi zachodni sąsiedzi?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
