Prokuratura umorzyła śledztwo ws. Wałęsy

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. Wałęsy

Dodano: 
Były prezydent RP Lech Wałęsa
Były prezydent RP Lech Wałęsa Źródło: PAP / Adam Warżawa
Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie. Były prezydent był oskarżony o składanie fałszywych zeznań.

W listopadzie 2023 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Lechowi Wałęsie. Zarzucono w nim byłemu prezydentowi, że 13 kwietnia 2016 roku złożył fałszywe zeznania podczas przesłuchania w charakterze świadka w warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej.

Rzecznik prokuratury Szymon Banna tłumaczył wówczas, że "fałszywe zeznania dotyczą złożenia podpisów na ponad pięćdziesięciu dokumentach, głównie na pokwitowaniach odbioru pieniędzy, ale i na zobowiązaniu do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, które znajdują się w aktach personalnych tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek".

Śledztwo umorzone

W wydanym w czwartek komunikacie śledczy podkreślili, że "nie ma żadnych dowodów, by przyjąć ze stuprocentową pewnością, iż materiał porównawczy faktycznie pochodził od Lecha Wałęsy".

"Biegli nie mogli mieć pewności, że zapisy te [przedstawione podczas przesłuchania przed IPN – przyp. red.] faktycznie nakreślił Lech Wałęsa. Biegłym bowiem nie przekazano tzw. wpływowych prób pisma, a więc tekstu nakreślonego przez Lecha Wałęsę na polecenie w obecności prokuratora lub policjanta. Natomiast odnośnie do większości dokumentów pochodzących z różnych urzędów, Lech Wałęsa, któremu je okazano przed przesłaniem do biegłych, zaprzeczył, że je nakreślił" – czytamy.

"Analiza opinii biegłych pisma, na których opierały się zarzuty przeciwko Lechowi Wałęsie, doprowadziła prokurator do przekonania, że brak jest pewnych podstaw do uznania, że Lech Wałęsa jest autorem dokumentów ujawnionych w «teczkach Kiszczaka», a tym samym nie ma dowodów, że kłamał podczas przesłuchania, które miało miejsce 13 kwietnia 2016 r., zaprzeczając temu, iż je sporządził" – dodano.

"Szafa Kiszczaka". Zeznania Wałęsy

Postępowanie, w którym były prezydent składał zeznania w roli świadka, wszczęto w lutym 2016 roku w związku z jego publicznymi wypowiedziami. Lech Wałęsa mówił wtedy, że odnalezione w domu ministra spraw wewnętrznych PRL Czesława Kiszczaka dokumenty zostały sfałszowane.

– Celem postępowania Instytutu Pamięci Narodowej było sprawdzenie, czy doszło do przestępstwa polegającego na podrobieniu dokumentów, oraz ustalenie ewentualnych sprawców tego czynu. Lech W. miał wówczas w śledztwie IPN status pokrzywdzonego – tłumaczył wówczas Szymon Banna.

Wałęsa zeznał wówczas, iż "nigdy nie podpisywał żadnego zobowiązania do współpracy, nigdy nie napisał ani nie podpisał żadnego donosu, ani nie podpisał żadnego pokwitowania odbioru pieniędzy". – Po okazaniu szeregu dokumentów znajdujących się w teczce tajnego współpracownika Lech W. zaprzeczył, aby sporządził albo podpisał którykolwiek z okazanych mu ponad pięćdziesięciu dokumentów. Jedynie w odniesieniu do jednego pisma znajdującego się w teczce tajnego współpracownika ps. Bolek, na którym to znajdują się odręczne zapiski z podpisem Lech W. – świadek zeznał, że z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to jego pismo i podpis – mówił rzecznik prokuratury.

Tymczasem z kompleksowej analizy biegłych wynikało, iż na dokumentach figurują podpisy Lecha Wałęsy. – W konsekwencji uznano, że Lech W. składał fałszywe zeznania w toku postępowania Instytutu Pamięci Narodowej – podsumowywał Banna.

Czytaj też:
"Wybitna rola Wałęsy". Stanowski miażdży nowy spot promujący Polskę
Czytaj też:
Wałęsa grzmi: Podpalą nam Polskę, Europę i świat

Opracował: Marcin Bugaj
Źródło: Prokuratura Okręgowa w Warszawie, Rzeczpospolita
Czytaj także