W ostatnich dniach Polską wstrząsnęła seria brutalnych ataków w placówkach oświatowych. W środę w Ostrołęce 19-latek zaatakował nożem dziewięć osób. Dzień później w Leszczydole-Nowinach 15-letni napastnik zabił 37-letnią pracownicę szkoły podstawowej, a następnie ranił nauczycielkę i dyrektora placówki.
W internecie zaczęły pojawiać się informacje o rzekomym "challengu", w ramach którego nastolatkowie mieli umawiać się na kolejne ataki w szkołach. Policja podjęła działania mające zweryfikować te doniesienia, jednak dotychczas nie potwierdziła istnienia takiej zorganizowanej akcji.
Do sobotniego poranka funkcjonariusze skontrolowali blisko 50 tys. placówek i zatrzymali 76 osób. Odnotowano także 231 zdarzeń wymagających podjęcia czynności w związku z podejrzeniem popełnienia czynu zabronionego.
Gawryluk krytykuje Tuska. "Wydawało mi się, że rząd zrobi to samo"
W sobotnim programie "Kalejdoskop wydarzeń" na antenie Polsat News Dorota Gawryluk i Jan Wróbel ocenili reakcję władz na ostatnie wydarzenia. Gawryluk podkreśliła, że w obliczu tragedii szczególne znaczenie ma odpowiedzialne przekazywanie informacji i unikanie rozpowszechniania niesprawdzonych doniesień.
– Ja starałam się nie wyciągać pochopnych wniosków i nie rozprzestrzeniać ich, skupiać się na tym, co wiemy na 100 proc., nawet nie podawać inicjałów tego chłopaka, jeśli jemu zależało na rozgłosie, żeby ludzie się nie przestraszyli, bo przecież na chaosie akurat, na tym, żebyśmy się przestraszyli, zależy wielu siłom na zewnątrz – powiedziała.
Dziennikarka zaznaczyła, że podobnego podejścia oczekiwała od przedstawicieli rządu. – Wydawało mi się, że rząd zrobi to samo. To znaczy on też postara się zachować w tej sprawie bardzo odpowiedzialnie – dodała.
Gawryluk pozytywnie oceniła pierwszą reakcję minister edukacji Barbary Nowackiej, która zaapelowała do nauczycieli o rozmowy z uczniami i uspokajanie ich po dramatycznych wydarzeniach. Jej zdaniem późniejsze wystąpienie premiera mogło jednak przynieść odwrotny skutek.
"Czyjej presji? Presji premiera?"
Dziennikarka zarzuciła Donaldowi Tuskowi, że publicznie odniósł się do pogłosek o internetowym wyzwaniu, choć nie istniały potwierdzone informacje o jego organizacji. – A potem wychodzi premier i mówi w czwartek o challenge'u, czyli mówi o plotkach, które się pojawiły. To była plotka, mówiąca o tym, że jest grupa w internecie i ci młodzi się zmawiają, że jutro w kolejnej szkole może być atak – stwierdziła.
Gawryluk zestawiła tę wypowiedź ze stanowiskiem wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, który przestrzegał przed rozpowszechnianiem niezweryfikowanych informacji. – Nie ulegajmy presji, że jest jakiś ogólnopolski challenge. Dzisiaj nic tego nie potwierdza" – mówił Gawkowski.
Komentatorka zwróciła uwagę na różnicę w komunikatach płynących od przedstawicieli tego samego rządu: – Pan minister mówił, żebyśmy nie ulegali presji. Czyjej presji? Presji premiera?.
Policja również informowała, że nie ma dowodów potwierdzających istnienie zorganizowanego internetowego wyzwania. Jednocześnie służby reagowały na konkretne groźby publikowane w sieci oraz przypadki przynoszenia niebezpiecznych przedmiotów do szkół.
Wróbel sugeruje celowe działanie Tuska
Jeszcze bardziej krytyczną ocenę postępowania premiera przedstawił Jan Wróbel. Publicysta zasugerował, że nagłośnienie niepotwierdzonych informacji mogło być świadomym działaniem politycznym. – Donald Tusk ma swoje wady, ale ma też i taką zaletę, że niezwykle, ale to niezwykle rzadko mówi coś, co nie wiadomo skąd mu się wzięło. On nie jest z tych, co chlapią – powiedział.
Wróbel przedstawił następnie własną interpretację motywów premiera. – Więc chyba na zimno sobie wykalkulował, że jak postraszy Polaków, to siłą rzeczy będziemy z większą nadzieją patrzeć na działanie służb państwowych – stwierdził.
Czytaj też:
76 osób zatrzymanych po atakach w szkołach. Policja ujawnia najnowsze dane Czytaj też:
"Pan to robi z premedytacją". Duda oskarża Tuska o podsycanie nienawiści
