Friedrich Merz powiedział w Brukseli, że "musimy wyraźnie ograniczyć wspólny budżet w porównaniu z propozycjami Komisji Europejskiej".
Zaznaczył przy tym, że priorytetami Unii Europejskiej powinny być konkurencyjność i obronność. Ocenił, że zwiększanie nakładów finansowych nie przyniesie oczekiwanych rezultatów bez ograniczenia biurokracji i przyspieszenia reform na unijnym rynku wewnętrznym.
– Jeśli nie uda nam się znacząco ograniczyć nadmiernej biurokracji w Europie, rozmowa o pieniądzach będzie miała stosunkowo niewielki sens – mówił.
Niemcy i inne kraje "oszczędne" chcą ograniczenia w budżecie UE
Pod koniec września "Financial Times" dotarł do listu, pod którym podpisali się przywódcy sześciu państw UE. To liderzy Niemiec, Austrii, Danii, Finlandii, Holandii oraz Szwecji, czyli tzw. grupa państw oszczędnych, która wzywa do cięć i oszczędności w unijnym budżecie. Składki tych państw odpowiadają za około 40 proc. dochodów budżetu UE.
Liderzy "państw oszczędnych" oświadczyli we wspólnym piśmie, cytowanym przez gazetę, że unijny budżet "musi zostać poddany gruntownej reformie", podkreślając, że "musimy dokonać wyborów".
Zgodnie z planem unijny budżet na lata 2028-2034 ma zostać uzgodniony do końca tego roku, czyli jeszcze przed rozpoczęciem przypadających w 2027 roku kampanii wyborczych we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Polsce. Jednak, aby doszło do porozumienia, na nowy budżet muszą się zgodzić szefowie państw i rządów wszystkich państw członkowskich.
Propozycja budżetu UE na lata 2028-2034
Punktem wyjścia do rozmów o nowym unijnym budżecie jest propozycja, z którą Komisja Europejska wyszła w lipcu ubiegłego roku. Zgodnie z propozycją nowy budżet ma wynieść 1,76 bln euro w cenach z 2025 roku (1,98 bln euro w cenach bieżących). Miałby to być największy budżet w historii, jednak uwzględniając inflację, jego udział w unijnym dochodzie narodowym brutto (DNB) wzrósłby tylko z 1,1 proc. do 1,26 proc.
Czytaj też:
Zamieszanie wokół budżetu UE. Niemcy stawiają ultimatum Czytaj też:
Bryłka po debacie nad budżetem UE: von der Leyen forsuje unijne podatki
