W jednym z poprzednich numerów tygodnika „Do Rzeczy” (nr 39/2026) opisywałem, jak biskupi w Stanach Zjednoczonych walczą z aborcją, sprzeciwiając się liberalnemu kursowi, który próbował im narzucić choćby papież Franciszek. To pocieszające w świecie, w którym Kościół katolicki coraz częściej jawi się jako organizm wałęsający się w mroku, tak jakby zapomniał o swojej misji głoszenia Ewangelii bez zawierania kompromisów z liberalną demokracją. Krajobraz katolicyzmu za oceanem jest jednak zdecydowanie bardziej złożony i nie ogranicza się bynajmniej do kwestii obrony życia. Na mapie Kościoła w Stanach Zjednoczonych są również miejsca zdecydowanie mniej podnoszące na duchu, niż wynikałoby to z ogólnej polityki w obszarze ochrony życia. Dotyczy to przede wszystkim problematyki homoseksualizmu, ale również wolności religijnej i herezji tzw. pluralizmu religijnego.
Centrysta z bogatego Zachodu
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
