Według ustaleń "Spiegla" zatrzymani mężczyźni mogą należeć do gangu "Daltonów" lub działać na zlecenie osób z nim powiązanych.
Tygodnik podał, że grupa mogła otrzymać polecenie przeprowadzenia ataku od rosyjskich służb specjalnych. Informacje te nie zostały dotychczas publicznie potwierdzone przez niezależne ustalenia śledczych.
Do podpalenia stacji doszło 23 września w Woli Krobowskiej, około 50 km na południe od Warszawy. Ogień zniszczył elementy infrastruktury zasilającej obiekt, w tym rozdzielnię elektryczną i generator awaryjny.
Stacja ma znaczenie dla przesyłu danych za pośrednictwem sieci Starlink, wykorzystywanej również przez ukraińskie wojsko do komunikacji i koordynowania działań obronnych.
Polskie władze uznały pożar za celowy akt sabotażu i wskazały na rosyjskie służby jako odpowiedzialne za jego zorganizowanie. Premier Donald Tusk określił zdarzenie jako kolejny akt wojny hybrydowej.
Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak podkreślał, że Rosja coraz częściej wykorzystuje osoby związane ze środowiskami przestępczymi do przeprowadzania operacji dywersyjnych.
Podpalenie stacji Starlink w Polsce. Turecki gang na zlecenie Moskwy?
Dwóch obywateli Turcji zatrzymano 12 października w Nürtingen w Badenii-Wirtembergii na podstawie europejskich nakazów aresztowania wydanych na wniosek Polski.
Niemieckie media zidentyfikowały podejrzanych jako 38-letniego Ümita E. i 34-letniego Müslüma T. Według doniesień prasowych polskie śledztwo dotyczy podejrzenia sabotażu oraz działania na rzecz obcego wywiadu.
Jak podał "Spiegel", służby kilku państw badają możliwe związki zatrzymanych z turecką grupą przestępczą znaną jako "Daltonowie". Gang działa w Turcji i innych krajach europejskich, a jego członkom przypisuje się m.in. wymuszenia, handel bronią i zabójstwa na zlecenie.
Według niemieckich źródeł bezpieczeństwa domniemany przywódca grupy, Beratcan Gökdemir, został zatrzymany w Rosji w 2024 r. Turcja domagała się jego ekstradycji. Niemieckie służby podejrzewają, że Rosja mogła zapewnić mu ochronę, licząc na przyszłe korzyści ze współpracy z grupą. Nie jest jednak jasne, gdzie obecnie przebywa Gökdemir.
"Spiegel" zwrócił uwagę, że potwierdzenie udziału "Daltonów" w podpaleniu stacji Starlink oznaczałoby możliwą zmianę sposobu działania rosyjskich służb. Dotychczas do operacji dywersyjnych w Europie miały one często wykorzystywać doraźnie rekrutowanych wykonawców, którzy nie znali pełnego zakresu ani celów zleconych działań.
Czytaj też:
Musk: Ukraina nie może wykorzystywać Starlinka do ataków na Rosję
