Jak podała "Rzeczpospolita", od początku konfliktu na Ukrainie z polskiego budżetu przeznaczono ponad 480 mln zł (ok. 121 mln dolarów) na zakup Starlinków dla Kijowa. Warto zaznaczyć, że od 2022 roku polscy podatnicy sfinansowali zakup prawie 30 tys. terminali Starlink. Polska nadal opłaca abonament za znaczną część z nich.
Według Ministerstwa Cyfryzacji, Warszawa przeznaczyła na te cele 202,3 mln zł w latach 2022 i 2023. W 2024 roku koszty wyniosły 120,5 mln zł, w 2025 roku – 132,7 mln zł, a od początku 2026 roku – 25,5 mln zł. Obecna umowa na kwotę 143,3 mln zł obowiązuje do końca grudnia 2026 roku.
Dziennik informuje, że jak dotąd nie podpisano jeszcze umowy na 2027 rok. Nic jednak nie wskazuje, aby nie miało się to zmienić. Decyzja ta zostanie podjęta na szczeblu rządowym.
Podpalenie stacji Starlink w Polsce
Do podpalenia stacji doszło 23 września w Woli Krobowskiej, około 50 km na południe od Warszawy. Ogień zniszczył elementy infrastruktury zasilającej obiekt, w tym rozdzielnię elektryczną i generator awaryjny.
Stacja ma znaczenie dla przesyłu danych za pośrednictwem sieci Starlink, wykorzystywanej również przez ukraińskie wojsko do komunikacji i koordynowania działań obronnych.
Polskie władze uznały pożar za celowy akt sabotażu i wskazały na rosyjskie służby jako odpowiedzialne za jego zorganizowanie. Premier Donald Tusk określił zdarzenie jako kolejny akt wojny hybrydowej.
W piątek funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali w Polsce obywatela Ukrainy podejrzewanego o udział w podpaleniu naziemnej stacji. Według śledczych to trzecia osoba związana z tym zdarzeniem. Mężczyzna miał wcześniej obserwować obiekt i sprawdzać jego zabezpieczenia, zanim dwóch obywateli Turcji dokonało podpalenia.
Czytaj też:
Kto podpalił stację Starlink w Polsce? Rosyjski trop i turecka mafia Czytaj też:
Polecenie ograniczenia działalności Starlink na Ukrainie pochodziło z Białego Domu
