We wtorek Izraelczycy wybierają nowy, 120-osobowy Kneset. To pierwsze wybory parlamentarne od ataku Hamasu z 7 października 2023 roku, wojny w Strefie Gazy oraz konfliktu z Iranem. Wieloletni premier Benjamin Netanjahu stoi na czele prawicowej koalicji zdominowanej przez Likud. Jego głównym politycznym rywalem jest były szef sztabu izraelskiej armii Gadi Eisenkot.
Wybory odbywają się w atmosferze ogromnej mobilizacji społecznej. Opozycja przedstawia je jako okazję do rozliczenia obecnych władz z wydarzeń ostatnich lat, natomiast Netanjahu podkreśla swoje doświadczenie w sprawach bezpieczeństwa oraz działania militarne przeciwko przeciwnikom Izraela.
Rekordowa frekwencja. Wynik najwyższy od 1973 roku
Od rana izraelskie lokale wyborcze odnotowują wyjątkowo duże zainteresowanie głosowaniem. Według izraelskiej Centralnej Komisji Wyborczej już do godziny 14 czasu lokalnego zagłosowało 44,9 proc. uprawnionych. Cztery lata wcześniej o tej samej porze frekwencja wynosiła 38,9 proc. O godzinie 16 czasu izraelskiego frekwencja wzrosła do 55,7 proc., wobec 47,5 proc. w wyborach z 2022 roku. Z kolejnych danych przytoczonych przez "Fakt" wynika, że do godz. 17 czasu polskiego odsetek głosujących osiągnął 66,7 proc.
"Tak duża frekwencja na pewno oznacza wysoką mobilizację, ale na korzyść kogo – to się dopiero okaże" – powiedział "Faktowi" Marcin Lupa, autor książki "Gaza 2023: wojna totalna Netanjahu". Ekspert zwrócił uwagę na znaczenie niewielkich ugrupowań, które mogą nie przekroczyć progu wyborczego. W Izraelu wynosi on 3,25 proc. Głosy oddane na partie, które nie uzyskają wymaganego poparcia, nie przekładają się na mandaty, co może istotnie wpłynąć na ostateczny układ sił w Knesecie.
"W czarnym scenariuszu może dojść do rozlewu krwi"
Agnieszka Zagner z tygodnika "Polityka" ostrzegła w rozmowie z "Faktem" przed możliwą eskalacją napięć społecznych. Jej zdaniem szczególnie trudna sytuacja mogłaby powstać w przypadku wyrównanych wyników dwóch głównych obozów. "Nie wiemy, czy Netanjahu pogodzi się z wynikiem głosowania. W czarnym scenariuszu może dojść do rozlewu krwi na ulicy, zwłaszcza w przypadku remisowego wyniku dwóch ścierających się obozów" – oceniła Zagner.
Dziennikarka zwróciła także uwagę na możliwość wykorzystywania kwestii bezpieczeństwa państwa w politycznej rywalizacji. Według niej Netanjahu w przypadku niekorzystnego rezultatu mógłby próbować odzyskać inicjatywę poprzez zaostrzenie konfrontacji z Iranem. "The New York Times" informował o wcześniejszych rozważaniach dotyczących kolejnych izraelskich uderzeń na Iran, którym mieli sprzeciwiać się niektórzy dowódcy wojskowi.
Kto utworzy rząd? Nie musi to być zwycięzca wyborów
Izraelski system parlamentarny nie gwarantuje, że lider największej partii automatycznie zostanie premierem. O tym, kto otrzyma misję utworzenia gabinetu, decyduje prezydent Izraela po konsultacjach z przedstawicielami ugrupowań parlamentarnych. Kluczowe znaczenie ma możliwość uzyskania większości w 120-osobowym Knesecie. Do jej osiągnięcia potrzebnych jest co najmniej 61 mandatów. "Wcale nie jest powiedziane, że lider opozycji Gadi Eisenkot otrzyma misję stworzenia rządu. Praktyka miejscowej polityki jest taka, że prezydent Izraela wskazuje kandydata na premiera spośród tych, którzy mają największe szanse na stworzenie gabinetu, a nie lidera zwycięskiego obozu" – wyjaśniła Agnieszka Zagner.
Marcin Lupa przedstawił sześć możliwych wariantów rozwoju sytuacji politycznej po zakończeniu głosowania. Pierwszy zakłada zdobycie przez obecną opozycję samodzielnej większości co najmniej 61 mandatów. Ekspert ocenił jednak taki wynik jako mało prawdopodobny. Drugi scenariusz to zwycięstwo opozycji, która do utworzenia rządu potrzebowałaby dodatkowych partnerów, na przykład reprezentujących społeczność arabską.
Trzeci scenariusz przewiduje utrzymanie większości przez prawicową koalicję Netanjahu. Według rozmówcy "Faktu" przedwyborcze sondaże nie wskazywały jednak na taki rezultat. Czwarty wariant zakłada brak wyraźnej większości dla któregokolwiek z obozów i trudności z utworzeniem gabinetu, nawet jeśli Netanjahu uzyska stosunkowo korzystny wynik. Piąty scenariusz to powstanie rządu jedności narodowej z udziałem Likudu i części obecnej opozycji. Jak twierdzi Lupa, na takie rozwiązanie ma naciskać prezydent USA Donald Trump.
Marcin Lupa przedstawił również szósty scenariusz, który w jego ocenie jest najbardziej prawdopodobnym wariantem rozwoju sytuacji. Chodzi o przedłużający się impas w negocjacjach koalicyjnych, który uniemożliwiłby powstanie nowego rządu. "Wielka smuta. Impas w rozmowach koalicyjnych i nowe wybory rozpisane wiosną przyszłego roku" – podsumował.
Czytaj też:
Wybory w Izraelu. Frekwencja najwyższa od kilkudziesięciu lat
