Prawomocne orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie dotyczące zatrzymania Zbigniewa Ziobry wywołało reakcje członków sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. Sąd rozpoznał zażalenie pełnomocnika byłego ministra sprawiedliwości 21 października. Uchylił postanowienie Sądu Okręgowego z 16 września 2025 roku, które umożliwiło policji zatrzymanie polityka PiS i doprowadzenie go przed komisję.
Zdarzenie miało miejsce 29 września ubiegłego roku. Ziobro został zatrzymany na Lotnisku Chopina w Warszawie, a następnie przewieziony do Sejmu, gdzie przez około osiem godzin odpowiadał na pytania parlamentarzystów. Informację o prawomocnym uchyleniu postanowienia potwierdziła rzeczniczka Sądu Apelacyjnego do spraw karnych, sędzia Ewa
Sroka nie zgadza się z sądem. "Komisja działała na podstawie prawa"
Przewodnicząca komisji śledczej Magdalena Sroka została poproszona przez "Fakt" o komentarz do najnowszego orzeczenia. Posłanka podkreśliła, że respektuje decyzję sądu, ale nie zgadza się z jej uzasadnieniem. "Przyjmuję to rozstrzygnięcie, ale nie podzielam uzasadnienia sądu w tej sprawie" – powiedziała.
Sroka zwróciła uwagę, że według jej interpretacji sąd odwoławczy nie zakwestionował legalności funkcjonowania komisji śledczej. "Natomiast proszę pamiętać o tym, że komisja przede wszystkim działała na podstawie prawa – także w uzasadnieniu sąd wprost napisał, że podważanie legalności komisji jest zupełnie niezasadne, wskazując na domniemanie legalności jej prac" – stwierdziła.
Przewodnicząca dodała, że w ocenie sądu nieopublikowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego, na który wcześniej powoływał się Ziobro, nie miał wpływu na możliwość prowadzenia prac przez komisję. Magdalena Sroka przypomniała również okoliczności poprzedzające zatrzymanie byłego ministra sprawiedliwości. Komisja wielokrotnie wyznaczała terminy przesłuchania Zbigniewa Ziobry. Polityk nie stawiał się jednak na posiedzeniach, kwestionując między innymi legalność samego organu. Przewodnicząca przekonuje, że członkowie komisji korzystali z przewidzianych prawem procedur, a ich wnioski uzyskiwały akceptację sądu pierwszej instancji. "Przypominam, że za każdym razem, kiedy pan poseł nie stawiał się na posiedzenie komisji, występowaliśmy do sądu okręgowego, który podzielał nasze wnioski – na etapie składania wniosku o zatrzymanie i doprowadzenie mieliśmy pozytywne rozstrzygnięcia SO" – powiedziała.
Zembaczyński: To ocena postanowienia sądu, a nie prac komisji
W podobnym tonie wypowiedział się Witold Zembaczyński, członek komisji śledczej ds. Pegasusa. W rozmowie z "Faktem" polityk zaznaczył, że przedmiotem rozstrzygnięcia było konkretne postanowienie sądu pierwszej instancji, a nie całość działań komisji.
"To jest ocena postanowienia sądu, a nie prac komisji" – stwierdził. Zembaczyński również zwrócił uwagę na argumentację dotyczącą domniemania legalności prac komisji. Podkreślił, że Sąd Apelacyjny nie podzielił stanowiska, zgodnie z którym komisja miałaby działać nieskutecznie ze względu na wcześniejsze rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego. "Sąd nakazał doprowadzić Ziobrę, policja go doprowadziła, a komisja legalnie przesłuchała" – przekonywał parlamentarzysta.
Następnie odniósł się do sytuacji prawnej byłego ministra sprawiedliwości. "Ziobro ma 26 zarzutów prokuratorskich, nie ma go w kraju, a raport, który jest dla niego miażdżący, jest w kraju" – powiedział Zembaczyński.
Czytaj też:
Ziobro zamierza wrócić do Polski. "Doprowadzić sprawy do końca"
