Przyjęte przez Sejm zmiany dotyczące reklamy i sprzedaży alkoholu wywołują sprzeciw części polityków. Do przeciwników nowych regulacji dołączył Bartłomiej Pejo z Konfederacji, który w obszernym wpisie w mediach społecznościowych skrytykował kierunek zmian i zaapelował do prezydenta o weto. Zdaniem posła za argumentami dotyczącymi ochrony zdrowia publicznego kryją się rozwiązania, które mogą negatywnie wpłynąć na funkcjonowanie wielu branż polskiej gospodarki.
"Nowa ustawa antyalkoholowa to szlachetna fasada, pod którą kryją się poważne zagrożenia dla gospodarki i wolności obywatelskich" – rozpoczął swój wpis parlamentarzysta.
Pejo ostrzega przed skutkami zakazu reklamy alkoholu
Polityk zwrócił uwagę, że konsekwencje nowych przepisów mogą wykraczać daleko poza ograniczenie możliwości promowania napojów alkoholowych. "Nie chodzi wyłącznie o zakaz reklamy alkoholu. Chodzi o konsekwencje dla polskiego rolnictwa, browarnictwa, gastronomii i sportu. Zwolennicy ustawy przekonują, że idziemy śladem 'postępowego Zachodu'. Tymczasem w wielu krajach europejskich, takich jak Włochy, Hiszpania, Niemcy czy Czechy, reklama piwa i wina jest dopuszczalna w określonych granicach" – wskazał.
Pejo argumentuje, że w wielu państwach europejskich produkcja alkoholu jest związana z lokalną tradycją, turystyką i kulturą. Jego zdaniem całkowite ograniczenie możliwości promocji może osłabić pozycję polskich producentów. "Czy naprawdę zakładamy, że polskie wyroby zachowają taką samą rozpoznawalność bez możliwości ich promowania?" – pytał.
Parlamentarzysta szczególną uwagę poświęcił producentom chmielu. Przypomniał, że Lubelszczyzna odpowiada za zdecydowaną większość krajowych upraw tej rośliny, a Polska należy do grona jej największych producentów na świecie. "Ograniczenia dotyczące reklamy piwa mogą uderzyć w rolników i krajowych producentów, a zakaz sponsoringu odbije się również na finansowaniu polskiego sportu" – ostrzegł.
Poseł porównał proponowane zmiany do wcześniejszych prób ograniczenia działalności branży futrzarskiej. W jego ocenie również w tamtym przypadku argumenty dotyczące ochrony określonych wartości nie uwzględniały w dostatecznym stopniu skutków ekonomicznych.
"Nie można zakładać, że rozwiążą problem nadużywania alkoholu"
Kolejnym elementem krytyki jest, zdaniem Pejo, brak gwarancji, że zaostrzenie przepisów przyniesie oczekiwane rezultaty. Polityk przywołał przykład sportów motorowych, w których przed laty znaczącą rolę odgrywały reklamy wyrobów tytoniowych.
"Historia sportów motorowych pokazuje, jak bardzo ograniczenia reklamowe potrafią zmienić ich komercyjny krajobraz. Dawne barwy i logotypy sponsorów na bolidach stały się częścią historii tej dyscypliny. Nie oznacza to jednak, że ograniczenia reklamowe rozwiązały problem używek" – napisał. "Czy osoby uzależnione przestały palić tylko dlatego, że ograniczono promocję wyrobów tytoniowych? Nie można zakładać, że podobne rozwiązania automatycznie rozwiążą problem nadużywania alkoholu" – dodał.
Pejo odniósł się również do ograniczeń sprzedaży alkoholu. Przyznał, że niektóre rozwiązania mogą zmniejszyć liczbę incydentów, ale jednocześnie wyraził obawę przed rozwojem nielegalnego handlu. "Istnieje za to ryzyko rozwoju nielegalnego obrotu i nieformalnych dostaw alkoholu, co pokazują doświadczenia części samorządów wprowadzających lokalne ograniczenia sprzedaży" – ocenił.
"To forma odpowiedzialności zbiorowej"
W dalszej części wpisu parlamentarzysta przekonywał, że państwo powinno koncentrować się na przeciwdziałaniu konkretnym szkodliwym zachowaniom, zamiast wprowadzać ograniczenia obejmujące wszystkich obywateli.
"Osoby, które nie potrafią kontrolować własnych zachowań, nie powinny automatycznie wyznaczać standardów dla całego społeczeństwa. Oczywiście państwo ma obowiązek przeciwdziałać uzależnieniom i chronić obywateli przed skutkami nadużywania alkoholu. Nie oznacza to jednak, że każdą kolejną restrykcję należy uzasadniać bezpieczeństwem, bez rzetelnej oceny jej skuteczności i kosztów" – stwierdził.
Zdaniem Pejo nowe przepisy mogą stanowić nadmierną ingerencję w wolność gospodarczą i swobodę podejmowania decyzji przez obywateli. "Po raz kolejny stajemy przed wyborem między wolnością a bezpieczeństwem, za które płacimy ograniczaniem praw wszystkich obywateli. Państwo traktuje odpowiedzialnych ludzi tak, jakby z góry nie potrafili podejmować samodzielnych decyzji. To forma odpowiedzialności zbiorowej, w której wszyscy ponoszą konsekwencje zachowań części społeczeństwa. W efekcie ustawa może wylać dziecko z kąpielą, nie rozwiązując przy tym najpoważniejszych problemów" – przekonywał.
Na zakończenie poseł Konfederacji skierował bezpośredni apel do prezydenta Karola Nawrockiego, wzywając go do zawetowania nowych przepisów. "Apeluję do Prezydenta o weto. Nie w obronie nadużywania alkoholu, lecz w obronie konstytucyjnej wolności, polskiej gospodarki oraz tysięcy rodzin utrzymujących się z działalności związanej z produkcją, handlem, gastronomią i sportem. Prezydent powinien stać na straży praw obywatelskich i zasad proporcjonalności, a nie ulegać presji emocjonalnych argumentów" – napisał.
Czytaj też:
Prezydent zawetuje kontrowersyjną ustawę? Bogucki zabrał głos Czytaj też:
Poseł PiS zgadza się z Mentzenem. "Idziemy w złym kierunku"
