KrajTowarzysze broni

Towarzysze broni

Scena bitwy pod Kostiuchnówką wygląda w „Legionach” jak w porządnym kinie historycznym z importu
Scena bitwy pod Kostiuchnówką wygląda w „Legionach” jak w porządnym kinie historycznym z importu / Źródło: Materiały prasowe
Dodano
„Legiony” pokazują, jak może wyglądać dobre polskie kino historyczne. Film „Piłsudski” pokazuje, jak nie powinno.

O młodości, miłości i walce o niepodległość – głosi jedno z haseł promujących film „Legiony”. Tej ostatniej paradoksalnie na ekranie jest najmniej i najwięcej zarazem. Najmniej, bo film nie jest kroniką czynu legionowego, nie jest to podróż od bitwy do bitwy, od jednego wielkiego zakrętu historii do drugiego. Dwie drobne potyczki, szarża pod Rokitną i bitwa pod Kostiuchnówką, to cały militarny urobek fabuły. Jednocześnie ani chwilę nie mamy wątpliwości, o co idzie gra i co kieruje bohaterami. Są więc „Legiony” filmem o walce o niepodległość, ale są też czymś ważniejszym. Pieśnią ku czci polskiej nieustępliwości, hartu ducha i wiary. Filmem arcypolskim.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 39/2019
Całość recenzji dostępna jest w 39/2019 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 Bądź pierwszy!

Czytaj także