Niewidomy wiceminister: Rodzina leczy z byciem pępkiem świata

Niewidomy wiceminister: Rodzina leczy z byciem pępkiem świata

Dodano: 13
Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Paweł Wdówik
Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Paweł Wdówik / Źródło: PAP / Leszek Szymański
– Staram się żyć normalnie i oczekuję, że ludzie tak mnie będą traktować – mówi w rozmowie z Piotrem Witwickim Paweł Wdówik, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych.

Polityk, który jest niewidomy, przekonuje, że jako osoba niepłnosprawna jest trakowany normalniej przez kibiców, niż urzędników. – Dwa lata temu byłem z młodszymi dziećmi w górach. Jechaliśmy na Kasprowy Wierch kolejką. Tam jest przesiadka na Myślenickich Turniach. Trzeba szybko zmienić wagony. Moje dzieci się pogubiły i nie wiedziały, gdzie iść. Mój pies też stracił orientację. Niestety, nikt z całej tej grupy nie zareagował - mimo moich pytań. Ostatecznie pomógł nam któryś z pracowników. Tydzień później byłem z trójką moich chłopaków w wieku 9, 11 i 13 lat na meczu Legii w europejskich pucharach. Gdy któryś z kibiców zobaczył, że mam białą laskę, to od razu zrobili mi miejsce. Jeden z kibiców krzyknął: robimy przejście dla ojca z dziećmi. Nikt nie dodawał, że jestem niewidomy. Wszyscy się rozsunęli i doszliśmy do bramki – wspomina Paweł Wdówik w wywiadzie, który ukazał się na portalu tygodnik.polsatnews.pl.

Wiceminister zaznacza, że chce funkcjonować tak, jak osoby zdrowe. I choć jest świadom swoich ograniczeń, nie zamierza rezygnować z obowiązków rodzinnych: "Ostatnio byłem z synem na spływie kajakowym, bo cała klasa jechała. Ojcowie podróżowali z córkami i synami. Spływaliśmy Wieżycą na Kaszubach. Syn sobie ze mną poradził, ale gdy pływałem z jednym z ojców, to się wywróciliśmy tym kajakiem. Na szczęście woda była do piersi. Podobało mi się, bo nikt się ze mną nie certolił".

Paweł Wdówik nie ukrywa, że Bój i rodzina to najważniejsze wartości. "Nie ma nic lepszego, by wyleczyć człowieka z bycia pępkiem świata. Brak dzietności też się skądś bierze. Ludzie nie są dziś gotowi na to, by swoje życie oddać komuś, by mieć coś stałego w życiu, być komuś wiernym pomimo trudności... Czekam na inicjatywy, które będą promować trwające wiele lat małżeństwa. Powinniśmy zrobić program, który będzie umarzał część rat mieszkania tym, którzy wytrwają w tym na przykład ponad dziesięć lat" – zaznacza rozmówca Piotra Witwickiego.

"Jesteśmy chrześcijanami i wiemy, że jak nie będziemy budować na Bogu, to guzik z tego wyjdzie" – mówi wiceminister.

Czytaj też:
Sieć sklepów nie chciała niewidomemu sprzedać na raty. Okazał się nim wiceminister
Czytaj też:
Polacy to nacjonaliści? Kard. Müller: To po prostu propagandowe kłamstwa

Źródło: tygodnik.polsatnews.pl
+
 13
Czytaj także