Etatyści gardzą ludźmi
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Etatyści gardzą ludźmi

Dodano: 
KRAKÓW, DEMONSTRACJA ANTYSMOGOWA
KRAKÓW, DEMONSTRACJA ANTYSMOGOWA / Źródło: PAP / Jacek Bednarczyk
Spór o wycinkę drzew na własnym terenie, do której prawo jeszcze mamy (ale być może już niedługo, wobec zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego), to – pomijając aspekt politycznej bieżączki – również fundamentalny spór pomiędzy etatystami a zwolennikami wolności. Nie tej wolności przez duże „W”, obecnej nieustannie w narracji władzy, ale tej przez małe „w”, której z kolei w tej narracji właściwie nie ma.

Nie dziwi, że przeciwko osobistej wolności wypowiadają się w tej – i nie tylko w tej sprawie – rozliczne organizacje ekologiczne. Nie wdając się w głębszą analizę ideologicznych podstaw ich działania, zawsze mają one rys totalniacki i antyhumanitarny. Człowiek jest dla nich psujem jakiegoś nieistniejącego, idealnego ładu, którego trzeba powstrzymywać przed zabijaniem żabek, ptaszków, piesków, robaczków i ścinaniem drzewek. A to powstrzymywanie najlepiej prowadzić oczywiście poprzez centralne zakazy i nakazy. Ekooszołomy są etatystami niejako przy okazji. Muszą być, bo ich pomysły na wolnym rynku idei nie zyskują należytego wsparcia, trzeba zatem działać poprzez lobbing, układy oraz nierzadko jako pożyteczni idioci, realizujący czyjeś interesy (tak jak w przypadku histerii wokół smogu).

Istnieje jednak inna grupa etatystów niezwiązanych z organizacjami ekologicznymi, którzy nie tylko w tej, ale i w innych sprawach uznają, że obywatelom nie wolno pozostawiać swobody, wolności i w zamian obarczać ich odpowiedzialnością za ich decyzje. Że zamiast ludzi ma decydować „państwo”. Biorę to słowo w cudzysłów, ponieważ nie istnieje oczywiście nic takiego jak państwo samo w sobie. Państwo jako źródło zakazów i nakazów to struktura tworzona przez ludzi – polityków, urzędników, funkcjonariuszy służb – którzy nie zostali obdarzeni jakąś nadnaturalną mądrością ani też z definicji nie są cnotliwi i nieskazitelni. Przeciwnie – bywają niemądrzy, niekompetentni, przekupni. Jak zwykli ludzie. Tyle że w przypadku zwykłych ludzi te wady działają na ich własny rachunek, a politycy czy urzędnicy decydują o życiu innych.

Co ciekawe, spora grupa etatystów istnieje też po tak zwanej prawej stronie, które to określenie jest dziś używane w sposób całkowicie mylący. Etatyzm, charakterystyczny również dla partii rządzącej, jest bowiem stanowiskiem z gruntu lewicowym.

Na portalu wPolityce tak peroruje Jacek Karnowski, grzmiąc przeciwko prawu do dysponowania swoją własnością:

„Ale warto też postawić pytanie: dlaczego resort środowiska z takim zapałem realizuje libertariański, fałszywy i nigdzie w świecie cywilizowanym nie działający koncept odrzucający wspólnotowy charakter przestrzeni? Czy polski krajobraz i polska przestrzeń podlegają zbyt małej czy też zbyt dużej kontroli? Wystarczy jeden wyjazd do porządnego kraju zachodniego, by zrozumieć, że takiego poziomu anarchii i bałaganu w architekturze i krajobrazie jak w Polsce nie ma chyba w żadnym kraju europejskim. Nawet Rumunia (byłem ostatnio) wydaje się bardziej spójna i uporządkowana. Sąsiednia Słowacja stoi o dwa poziomy wyżej.

Fałszywa teza, że myślenie wspólnotowe, dostrzeganie czegoś więcej niż »moje«, jest po prostu starą »komuną«, tak starannie i cynicznie pielęgnowane przez urbanoidalną III RP, ma się niestety doskonale. A przecież 1000 prywatnych działek na osiedlu to razem przestrzeń wspólna, to coś więcej niż 1000 prywatnych działek. Jeśli chcemy Polski pięknej i ułożonej, musimy do tej prawdy dorosnąć”.

Zdaniem Karnowskiego, Polacy nie mają zbyt mało, ale zbyt dużo swobody i wolności. Karnowskiemu marzy się ułożenie przestrzeni publicznej – pod przymusem, rzecz jasna – pod linijkę, jak w „cywilizowanych krajach”. Mnie się to nie marzy, choć mogę się zżymać na gwałt, jaki tej przestrzeni publicznej w wielu miejscach zadano. Ale, w przeciwieństwie do Karnowskiego, pamiętam świetnie scenę z „Alternatywy 4”, gdy dozorca Anioł odgórnie zarządza, jaki ma być kolor zasłon w bloku, żeby ładnie było. Bareja, kręcąc ten epizod, sądził zapewne, że znakomicie oddaje jedną z cech komuny. Gdyby spotkał wtedy Karnowskiego, ten wyjaśniłby mu, jak bardzo się myli i że należy Stanisława Anioła pochwalić za jego dbałość o wspólnotę.

Nie jestem dogmatykiem, nie neguję istnienia pewnych obszarów, na których wspólną przestrzeń należy poddać kontroli. Takie obszary już są – to na przykład te, które objęte są w całości ochroną konserwatorów zabytków. Warto zadbać, aby mechanizmy kontroli były tu jak najprzejrzystsze, jak najskuteczniejsze i jak najmniej korupcjogenne. Dziś takie nie są. Ale Karnowski domaga się czegoś więcej – on chce odebrania Polakom prawa do układania swojej prywatnej przestrzeni tak, jak chcą, nawet tam, gdzie nie mamy do czynienia z wyjątkowymi układami urbanistycznymi. Jeśli dziś etatyści protestują przeciwko odrobinie swobody, jaką dała Polakom znowelizowana ustawa o ochronie przyrody, to dlaczego nie mieliby się zacząć jutro domagać, żeby wprowadzić normy na kolor elewacji, dachu, wysokość trawy w ogródku? To przecież też tworzy ową przestrzeń wspólną, o której pisze Karnowski.

I tu dochodzimy do smutnej i brutalnej prawdy o dogmatycznych etatystach: oni w istocie pogardzają ludźmi. Ta pogarda tkwi głęboko w prezentowanych przez nich racjach. Jeśli twierdzą, że Polacy bez ustawowego i urzędniczego bata nad sobą zachowają się po bandycku, niszczycielsku, całkowicie nieracjonalnie – to znaczy, że mają Polaków za kompletnych durniów, idiotów, którzy nie są w stanie pokierować własnym życiem nawet w bardzo ograniczonym obszarze i wziąć za to odpowiedzialności. Patriotyczni etatyści, którzy mają gęby pełne frazesów o tym, jak to ważni są „zwykli Polacy”, jakim to jesteśmy wielkim na-rodem, jakim mądrym i rozsądnym – w istocie tym narodem głęboko gardzą. To oni tak na-prawdę chcą stworzenia „absolutnie nadzwyczajnej kasty ludzi” w postaci posłów (oczywiście jedynie słusznej partii) oraz urzędasów, wyposażonych w szerokie kompetencje (najlepiej uznaniowe, jak w przypadku wycinki drzew), która to kasta będzie kontrolować prymitywnych Polaczków, zbyt durnych, żeby dać im prawo decydowania o sobie. Czy Polacy są zatem bez reszty mądrzy i rozsądni? Jasne, że nie. Ale wolność i zaufanie do obywateli nie polegają na tym, żeby tak właśnie uznać, ale żeby przyjąć, że za niemądre i nierozsądne zachowania obywatele są w stanie odpowiadać. Jednak decyzja należy do nich.

I to jest powód, dla którego darzę etatystów głęboką niechęcią. Ale jako liberał mam dla nich propozycję – bardzo wolnościową. Skoro tak lubicie, drodzy etatyści, kiedy ktoś trzyma was za twarz, zróbmy w tej sprawie wolny wybór. Ludzie mentalnie wolni dostaną większą swobodę – oczywiście biorąc także na siebie większą odpowiedzialność – a wy składajcie, powiedzmy, raz na pięć lat deklarację, że życzycie sobie, aby o waszym życiu (ścinaniu drzew, kolorze zasłonek, o tym, co wasze dzieci jedzą w szkole, a może i co wy jecie, jak się ubieracie i tak dalej) decydowali przemądrzy posłowie i urzędnicy. Za takim wolnym wyborem jestem z całego serca.

Źródło: DoRzeczy.pl
 
Czytaj także