Mieszczanie nie tacy straszni
  • Joanna BojańczykAutor:Joanna Bojańczyk

Mieszczanie nie tacy straszni

Dodano: 
Lalka z ok. 1840 r. wyprodukowana w fabryce Andreasa Voita w Turyngii
Lalka z ok. 1840 r. wyprodukowana w fabryce Andreasa Voita w Turyngii Źródło: MNW
Etos pracy, troska o rodzinę, funkcjonalne urządzenie domu. Mimo tych wartości mieszczański etos nie miał u nas dobrej prasy. Jego najlepszą emanacją jest jednak styl biedermeier, który pokazuje wystawa w Muzeum Narodowym.

Nie ma chyba warstwy społecznej, którą w polskiej literaturze i historii sponiewierano by bardziej niż mieszczaństwo. Suchej nitki nie zostawiła na nim literatura – Hermenegilda Kociubińska Gałczyńskiego, Gombrowiczowska Młodziakowa idą w szranki z panią Dulską i strasznymi mieszczanami Tuwima, tymi, którzy widzą wszystko osobno. Witkacy, Przybyszewski, Brzozowski, Boy również znęcali się nad filistrami zamieszkującymi wnętrza pełne aksamitów, kotar, dywanów, otoman i paprotek. Wyszydzano ideał mieszczańskiego szczęścia – stabilizacji, sytości i zastoju. Nieliczni dostrzegli w tej warstwie coś dobrego. Maria Dąbrowska z szacunkiem i sympatią odnosi się do zamożnych, dzielnych mieszczan z Kalińca. Prowadzenie sklepu i handlowanie nieruchomościami widzi jako aktywności sprzyjające dobru ogólnemu. W rodzących się biznesach, pracowitości dostrzega wartość służącą budowaniu tak potrzebnej Polsce stabilizacji, pozytywny odruch w kraju wiecznego historycznego tumultu. U Prusa sympatię budzi postać Wokulskiego, który majątek zdobył pracowitością, wytrwałością i sprytem. Jednak generalnie romantyczne zrywy wydają się polskiej literaturze bardziej atrakcyjnym materiałem niż codzienny nudny mozół.

Cały artykuł dostępny jest w 47/2017 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także