Dziennikarz stacji WPolsce 24, wcześniej związany z TVP Info, poinformował o sądowym zwycięstwie nad prok. Ewą Wrzosek.
"Miło mi Was poinformować i od razu proszę o rozpropagowanie tej dobrej nowiny światu (TVN, TVP, GW i Onet tego nie zrobią). Po kilku latach sądowej batalii, sąd wydał dziś prawomocny wyrok i uniewinnił mnie w prawdopodobnie najbardziej kuriozalnej sprawie w historii III RP. Prokurator Ewa Wrzosek, prawa ręka ministra Waldemara Żurka oskarżyła mnie z 212 kk. za wpis na X (kiedyś Twitter), w którym jej nie wymieniłem, nie podałem płci, ani funkcji, ani niczego, co by na nią wskazywało, a mimo to ona odebrała moje słowa osobiście. Dla mnie to dowód na to, że warto stać po stronie prawdy, a dobro może zwyciężać. A wy co o tym myślicie?" – pyta Samuel Pereira.
W kolejnym wpisie dodał: "To zwycięstwo smakuje tym bardziej, że po drugiej stronie była cała machina państwa, z politykiem Koalicji Obywatelskiej jako obrońcą i zaprzyjaźnionymi z rządem mediami na czele".
Wrzosek pozywa Pereirę. "Relikt przeszłości"
Chodzi o wpis z grudnia 2021 roku. Pereira napisał wtedy w serwisie X: "Jeśli przestępcy kreują się na ofiary operacyjnych działań państwa polskiego, to jak mają się czuć wszyscy ci ludzie, których oni skrzywdzili? Pomyślcie o tym. Mafiosi, dilerzy narkotyków i terroryści chwycą się każdej linii obrony, żeby uchronić się przed odpowiedzialnością".
W październiku 2023 roku Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy uznał Samuela Pereirę za winnego zniesławienia i znieważenia prokurator Ewy Wrzosek, wymierzając mu nieprawomocną karę 3 miesięcy ograniczenia wolności. Pereira odwołał się od tego wyroku, a ostateczny wyrok zapadł 7 października. W drugiej instancji słuchany został dziennikarz "Do Rzeczy" i Telewizji Republika Cezary Gmyz. Wyrok wydała sędzia Katarzyna Zawadzka.
– To jest właśnie wpis, o który cała sprawa się toczy. Nie ma w nim ani pani Ewy Wrzosek wymienionej z nazwiska, ani z funkcji, ani z płci, ani z czegokolwiek, co mogłoby ją w jakikolwiek sposób wskazywać. Dzisiaj na sali sądowej mówiłem, że nie chciałbym, żeby w Polsce osoby były skazywane za to, co ktoś sobie pomyślał i skojarzył, bo w ten sposób można każdego ukarać za swoje własne skojarzenia, w tym wypadku skojarzenia pani Ewy Wrzosek. I przeciwko temu też się sprzeciwiałem. Też nie chciałbym, żebyśmy żyli w państwie, gdzie wraca relikt przeszłości, czyli myślozbrodnia, czyli coś, co słusznie było uznawane za niedopuszczalne i łamiące podstawowe standardy wolności słowa. W mojej działalności dziennikarskiej albo przedstawiam informacje dotyczące konkretnych osób, albo komentuję, bądź też krytykuję konkretne osoby z imienia i nazwiska. Wskazywałem również, że samą Ewę Wrzosek za różnego rodzaju działalność czy wypowiedzi publicznie krytykowałem, wymieniając za każdym razem ją z imienia i nazwiska. Dokładnie to samo się tyczy jakiejkolwiek innej osoby. Niedawno – mam nadzieję, że TVP Info to puści, ale niedawno zapadł prawomocny wyrok w sprawie, gdzie Roman Giertych oskarżył mnie za wypowiedzi dotyczące afery Polnord, gdzie wymieniałem go z imienia i nazwiska i broniłem tych swoich stwierdzeń i je na szczęście wybroniłem – mówił Pereira jeszcze przed ostatecznym rozstrzygnięciem.
Czytaj też:
Mróz-Gorgoń żali się w TVN24. "Płacę cenę, jakiej żaden bandyta nie zapłacił" Czytaj też:
"Nie szanuję pana telewizji". Tak Czarzasty potraktował dziennikarza
