Można powiedzieć, że demokracja przywdziewająca coraz bardziej ochlokratyczne formy nie jest niczym nowym. Rozwój mediów społecznościowych i panosząca się kultura "lajków" sprawiła jednak, że "Demos – śmiertelny bóg" (nawiązując do tytułu książki prof. Jacka Bartyzela) jeszcze nigdy nie był tak przerażającym, monstrualnym bałwanem, żywiącym się emocjami, nienawiścią i neurozami podniesionymi do rangi cnoty. Dziś to niebieska łapka z kciukiem wzniesionym ku górze albo serduszko determinuje ludzkie postawy, również osób, które – co do zasady – mają brać odpowiedzialność za państwo.
Gdyby nie pogłębiająca się w zastraszającym tempie destabilizacja ważnego organu, można by powtórzyć za Stefanem Kisielewskim: "To nie kryzys, to rezultat". Sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym jest pokłosiem nieodpowiedzialnych działań największych postsolidarnościowych partii politycznych, na czele z ich liderami – Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim. Spór trwający już od 11 lat jak w soczewce pokazuje, czym się kończy wodzowski charakter kierowania ugrupowaniami. Nieodpowiedzialni przywódcy, otoczeni przez fantomy bez twarzy – efekt selekcji negatywnej w polityce, podejmują nieprzemyślane decyzje. Wygrywają bierni, mierni, ale wierni. Ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, byle tylko zaspokoić aspiracje tego czy innego wodza.
Ponad dekadę temu nawiązywałem do myśli Carla Schmitta w kontekście działań rządu PiS. Zgadzam się z Janem Fiedroczukiem, który w tekście "Czy Tusk może jeszcze oddać władzę? Liberałowie kroczą drogą Carla Schmitta" zwrócił uwagę na podobne inspiracje w przypadku Donalda Tuska. Należy jednak zaznaczyć, że o ile Schmitt na piedestale stawiał porządek zaprowadzany przez suwerena, tak w praktyce panów Tuska i Kaczyńskiego et consortes dominuje prymitywny interes partyjny, który jest podniesiony do rangi dobra narodowego.
A skoro już nawiązujemy do myślicieli niemieckiej rewolucji konserwatywnej, warto przytoczyć figurę anarchy (nie mylić z anarchistą), jaką w powieści "Eumeswil" nakreślił Ernst Jünger. To koncept samotnika buntującego się przeciwko porządkowi narzuconemu przez tłum. Anarcha nie potrzebuje jednak egzaltowanych form sprzeciwu – wystarczy, że panuje nad samym sobą, pielęgnując własną postawę bez oglądania się na resztę. Może być częścią systemu, trybikiem, ale zachowuje swoją godność i niezależność myślenia. Ten chłód, ta umiejętność wznoszenia się ponad spektakl wyreżyserowany przez demiurgów polityki, przy akompaniamencie ich heroldów zaprzęgniętych do piór (dziś – klawiatur), to najlepsza postawa również dziś. Szczególnie gdy reset konstytucyjny, czyli jedyne rozsądne wyjście z patowej sytuacji, był propozycją ostentacyjnie ignorowaną przez różne strony politycznego sporu.
Do szlachetnych rozważań zalecam strój Stańczyka. W końcu część Polaków obchodzi Halloween.
Czytaj też:
Prezydent wszedł w nocy do TK. Prof. Matczak: Jak przywódca bandy kiboli Czytaj też:
Prezes NSA zabrał głos ws. TK. "Granice zostały przekroczone"
