W materiale Kanału Zero byłe współpracownice Michała Kołodziejczaka opowiedziały o tym, jak były wykorzystywane i poniżane przez byłego wiceministra rolnictwa. Polityk miał wpadać w furię, używać wyzwisk, kierować groźby oraz stosować przemoc fizyczną wobec kobiet.
Jedna z nich twierdzi, że poseł Koalicji Obywatelskiej nakłaniał ją do zażywania narkotyków. Ta kilkukrotnie odmawiała, jednak ostatecznie zgodziła się zażyć substancję, czego teraz – jak podkreśliła – żałuje. Według jej relacji, po zażyciu środka poczuła się bardzo źle, leżała w łazience nago i wymiotowała. – Myślałam, że umieram. Mówiłam: "Michał, ja umieram" – wspominała. W odpowiedzi miała usłyszeć od Kołodziejczaka, żeby wywoływała wymioty. Parlamentarzysta miał również wydzwaniać po porady do znajomych lekarzy.
Ta sama kobieta przyznała, że jej znajomość z liderem Agrounii przerodziła się w intymną relację. Polityk początkowo miał być miły i troskliwy, mówił o wspólnej przyszłości i dzieciach. Z czasem jego zachowanie miało się zmienić, pojawiały się wybuchy agresji.
"Rzucił obok mnie puszką", "wziął nóż"
Rozmówczyni Kanału Zero opowiedziała, jak Kołodziejczak rzekomo ją uderzył, a następnie przekonywał, że zrobił to przypadkowo. Miał tłumaczyć swoje zachowanie "psychozą". – Była sytuacja, że wstał i rzucił obok mnie puszką. Powiedziałam mu, żeby we mnie nie rzucał, bo to jakaś patologia. On wziął nóż i powiedział: "gdybym chciał, to bym trafił" – relacjonowała druga kobieta.
Była współpracownica Kołodziejczaka z Agrounii wspominała także, że polityk miał ją regularnie poniżać, wyzywać i straszyć utratą pracy. – Kiedyś powiedział mi, że jestem jak niewolnik. Dlatego, że płaci mi tyle, żebym miała na miesiąc życia, ale żebym nie mogła zostawić tej pracy – przekazała. Dodała, że Kołodziejczak miał nazywać ją "ku**ą", wydzwaniał o godz. 5:00 rano, a także żądał pracy w Wigilię. Jeden ze współpracowników lidera Agrounii miał grozić jej śmiercią. Według relacji kobiety, sprawa zakończyła się skazaniem mężczyzny na karę grzywny.
Dziennikarka Kanału Zero Monika Krześniak próbowała skonfrontować zarzuty obu kobiet z Michałem Kołodziejczakiem. Ten jednak uciekł przed jej pytaniami w Sejmie. – Nie, nie, nie – powtarzał. – To są pomówienia – rzucił na koniec.
Czytaj też:
Nowe stanowisko w rządzie? "Staram się przekonać pana premiera" Czytaj też:
Kołodziejczak nie zagłosował za Czarzastym. Ujawnił powód
