Kryzys w Polsce 2050 trwa w najlepsze. Po rezygnacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z funkcji ministra funduszy i polityki regionalnej oraz przewodniczącej ugrupowania partia Szymona Hołowni mierzy się z kolejnymi problemami. Zarząd Polski 2050 zdecydował o usunięciu byłej szefowej z partii, co wywołało falę komentarzy i podziałów wśród działaczy. Atmosferę dodatkowo zaostrzają nagrania z zamkniętych spotkań, które regularnie trafiają do mediów.
Jak wynika z ustaleń Onetu, część polityków i lokalnych działaczy ma już dość niekończących się sporów.
"Zmieńmy nazwę partii na Podsłuch 2050"
We wtorek pojawiły się kolejne fragmenty nagrań z wewnętrznego spotkania Polski 2050. Tym razem chodzi o rozmowę Szymona Hołowni z działaczami, zorganizowaną poprzedniego wieczoru za pośrednictwem komunikatora Zoom.
Podczas spotkania wicemarszałek Sejmu próbował wyjaśnić okoliczności odejścia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz oraz przedstawić możliwe scenariusze dalszego funkcjonowania partii w koalicji. Jeden z lokalnych działaczy nie krył rozbawienia i irytacji kolejnym przeciekiem. "Nie ma pan jeszcze nagrania z wczorajszego spotkania z Szymonem Hołownią? A to dziwne, bo po sieci już latają fragmenty. Zmieńmy nazwę partii na Podsłuch 2050. Może nie będzie poważnie, ale przynajmniej będzie śmiesznie" – ironizował polityk z województwa lubelskiego.
Według serwisu, podczas spotkania próbowano zapobiec kolejnym wyciekom, między innymi usuwając z połączenia osoby, których nie udało się zidentyfikować. Nie przyniosło to jednak rezultatu. W trakcie poniedziałkowego spotkania omawiano również decyzję zarządu o usunięciu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z ugrupowania. Według rozmówców portalu Onet uczestnikom odczytano treść uchwały, którą miało przygotowywać trzech prawników. Przekonywano, że decyzję podjęto zgodnie ze statutem Polski 2050.
Część działaczy uważa, że była przewodnicząca przekroczyła swoje uprawnienia, samodzielnie zapowiadając opuszczenie koalicji rządzącej. "Kaśka zrezygnowała w określony sposób i złożyła jasną deklarację. Powoływali się też na wywiad, w którym zapytano ją, czy zostajemy w koalicji. Odpowiedziała, że nie. A w naszej partii, zgodnie ze statutem, takie decyzje podejmuje się większością głosów, a nie jednoosobowo. To nie jest partia wodzowska. Dlatego dla mnie ta decyzja jest uzasadniona" – powiedział jeden z rozmówców.
Działacze są zmęczeni. "Chciałabym chociaż jeden rok bez dramy"
Choć spór toczy się przede wszystkim na szczeblu krajowym, jego konsekwencje odczuwają również lokalne struktury Polski 2050. Działacze PL2050 przyznają, że kolejne kryzysy i publiczne konflikty utrudniają codzienną działalność ugrupowania. "Tak po ludzku, chciałabym chociaż jeden rok bez dramy, bez kryzysu w tej partii. Widocznie nie może być normalnie" – stwierdziła polityk formacji z centralnej Polski.
Inny rozmówca podkreślił, że nie utożsamia się bezwarunkowo z żadną ze stron konfliktu, ale uważa postępowanie byłej przewodniczącej za szkodliwe. "Aby była jasność, nie jestem 'szymonitą'. Staram się patrzeć na tę całą sytuację racjonalnie i wydaje mi się, że racja jest po stronie Szymona i posłów. To, co zrobiła Katarzyna, postawiło nas w bardzo złym świetle. I tu nie chodzi o to, że zrobiła na złość Tuskowi. Zrobiła przede wszystkim na złość nam" – ocenił.
Jak dodał, nastroje w terenie pozostają zróżnicowane. Zapytany, czy Polsce 2050 grozi kolejny rozpad, jeden z rozmówców odpowiedział wyjątkowo gorzko. "Rozpad? Nie wiem, czy jest tu jeszcze coś, co może się rozpaść" – stwierdził.
Czytaj też:
Lisicki: Pełczyńska-Nałęcz ujawnia. Ziemkiewicz: Z Tuska wyszło chamstwo Czytaj też:
Hołownia oskarża Pełczyńską-Nałęcz. "Mierzalne szkody"
